Jak zostać cytowanym przez AI (ChatGPT/Gemini) i zgarnąć ruch, którego nie widać w Google Analytics. AEO w 2026

Autor: czwartek, luty 26, 2026 No tags Permalink 1

Przez lata walka o widoczność wyglądała dość prosto. Trzeba było wejść wysoko w Google, przyciągnąć kliknięcie, dowieźć użytkownika na stronę, a potem zamienić go w lead, klienta albo czytelnika. Cała gra toczyła się wokół pozycji, CTR-u, meta title, linków, intencji wyszukiwania i technicznego SEO. Dziś ta gra nadal trwa, ale obok niej powstała druga. Cichsza, bardziej podstępna i dla wielu firm dużo bardziej opłacalna.

To gra o cytowanie przez AI.

Bo w 2026 roku coraz więcej ludzi nie chce już „szukać”. Oni chcą dostać odpowiedź. Nie listę dziesięciu niebieskich linków. Nie piętnaście zakładek do porównania. Nie trzy godziny researchu. Odpowiedź. Najlepiej konkretną, uporządkowaną, wiarygodną i podaną od razu. A jeśli model AI ma skądś wziąć tę odpowiedź, to musi uznać, że właśnie Twoja treść nadaje się do zacytowania, sparafrazowania albo wykorzystania jako źródło.

I tu zaczyna się AEO.

Wiele osób myśli, że to tylko nowe modne hasło. Rebranding SEO. Kolejny marketingowy skrót, którym agencje będą straszyć klientów. To błąd. AEO nie zabija SEO. AEO zmienia punkt ciężkości. Zamiast pytać wyłącznie „jak wejść wysoko w wynikach”, zaczynasz pytać „jak sprawić, żeby system odpowiedzi uznał moją treść za najlepszy materiał do użycia”. To już nie jest wyłącznie walka o kliknięcie. To walka o zaufanie algorytmu odpowiedzi.

A jeśli wygrasz, możesz zgarnąć ruch, autorytet i sprzedaż nawet wtedy, gdy klasyczne raporty nie pokazują pełnej skali tego, co naprawdę się dzieje.

.

SEO i AEO to nie jest to samo.

SEO i AEO są do siebie podobne, ale nie są tym samym. Dobre SEO bardzo pomaga w AEO, lecz nie gwarantuje cytowania. Tak samo dobra treść odpowiedzi może mieć wartość dla AI, nawet jeśli nie jest „napakowana” starym stylem optymalizacji. Różnica jest fundamentalna.

SEO pyta: jak zdobyć widoczność w wynikach wyszukiwania.

AEO pyta: jak zostać wykorzystanym w gotowej odpowiedzi.

SEO optymalizuje stronę pod pozycje, kliknięcia, indeksację, link equity, strukturę witryny i dopasowanie do zapytania. AEO optymalizuje treść pod zrozumiałość, cytowalność, kompletność odpowiedzi, wiarygodność i łatwość ekstrakcji przez system.

W klasycznym SEO możesz wygrać, bo masz mocną domenę, dobre linki, sensowną architekturę informacji i niezły content. W AEO to nie wystarcza. Tu trzeba jeszcze dać modelowi AI coś, co da się „wziąć do ręki” i natychmiast przerobić na odpowiedź. Treść musi być modularna. Samowystarczalna. Jednoznaczna. Napisana tak, aby dało się z niej wyjąć definicję, listę kroków, porównanie, ostrzeżenie, checklistę albo FAQ bez zgadywania, „co autor miał na myśli”.

SEO przez lata było grą o wejście na ekran. AEO jest grą o wejście do odpowiedzi.

To ogromna różnica.

W SEO wygrywa często ten, kto najlepiej opakował temat. W AEO wygrywa ten, kto najlepiej uporządkował wiedzę. W SEO możesz czasem „dopchnąć” temat autorytetem domeny. W AEO dużo częściej liczy się to, czy fragment Twojej treści odpowiada dokładnie na pytanie i czy wygląda na bezpieczny do wykorzystania.

Dlatego w 2026 roku najlepsze marki nie myślą już tylko o tym, jak pisać „pod Google”. Myślą o tym, jak pisać pod systemy, które syntetyzują odpowiedzi. To subtelna zmiana, ale strategicznie ogromna. Bo jeśli Twoja marka pojawia się jako źródło w odpowiedzi AI, to zdobywasz coś więcej niż ruch. Zdobywasz pozycję „tego, z kogo warto brać”.

A to jest waluta nowej dekady.

.

Największy błąd: pisać świetne teksty, które fatalnie nadają się do cytowania.

Można stworzyć naprawdę dobry artykuł i jednocześnie napisać go tak, że model AI nie będzie miał z niego większego pożytku. To dzieje się cały czas. Autor buduje piękny wstęp. Opowiada historię. Okrąża temat. Dodaje anegdoty. Zostawia kluczową definicję dopiero w siódmym akapicie. Miesza poziomy informacji. Raz pisze do początkujących, raz do ekspertów. Kroki są ukryte w ścianie tekstu. Wnioski nie są jasno oznaczone. Porównania nie mają kryteriów. FAQ nie istnieje. Aktualizacja nie ma daty. Biogram autora jest mętny. Efekt? Człowiek może to przeczytać i nawet uznać za ciekawe. Ale system odpowiedzi uzna, że wyjęcie z tego precyzyjnej, bezpiecznej odpowiedzi jest zbyt kosztowne albo zbyt ryzykowne.

AEO nagradza treści, które są nie tylko mądre, ale też „wydobywalne”.

To słowo warto sobie zapamiętać.

Treść wydobywalna to taka, z której da się łatwo wyjąć sensowny fragment bez domysłów. Taki, który działa samodzielnie. Który nie potrzebuje pięciu akapitów kontekstu, aby być zrozumiałym. Który odpowiada wprost. Który porządkuje, a nie zaciemnia. Jeśli chcesz być cytowany przez AI, przestań pisać wyłącznie artykuły. Zacznij pisać jednostki odpowiedzi.

.

Jak pisać treści „pod odpowiedzi”.

Najprostsza i najskuteczniejsza struktura wygląda tak:

definicja → kroki → checklista → FAQ

Brzmi banalnie. W praktyce działa zaskakująco dobrze, bo odpowiada temu, jak człowiek zadaje pytanie i jak model AI buduje odpowiedź. Użytkownik najpierw chce wiedzieć, czym coś jest. Potem jak to zrobić. Następnie chce sprawdzić, czy niczego nie pominął. A na końcu ma obiekcje, wyjątki i pytania poboczne.

Jeśli Twoja treść pokrywa ten przebieg myślenia, staje się naturalnym kandydatem do cytowania.

1. Zacznij od definicji, ale nie akademickiej.

Większość definicji jest napisana tak, jakby miała wygrać konkurs na najmniej przystępne zdanie roku. Tego nie chcesz. Definicja pod AEO powinna być krótka, jednoznaczna i praktyczna.

Nie pisz definicji, która udowadnia, że znasz branżowy żargon. Pisz definicję, którą da się bez straty sensu zacytować lub sparafrazować.

Zamiast pisać:

„AEO stanowi nowy paradygmat optymalizacji treści w środowisku generatywno-konwersacyjnym, ukierunkowany na maksymalizację widoczności odpowiedzi.”

napisz:

„AEO to sposób tworzenia i porządkowania treści tak, aby systemy AI mogły wykorzystać je jako źródło gotowej odpowiedzi.”

To drugie zdanie jest czyste, cytowalne i nie wymaga tłumacza z marketingowego na ludzki.

Najlepsza definicja ma zwykle od jednego do trzech zdań. W pierwszym zdaniu mówisz, czym coś jest. W drugim po co to ma znaczenie. W trzecim możesz wskazać różnicę względem znanego pojęcia.

2. Potem daj kroki, nie eseje.

AI uwielbia sekwencje. Człowiek zresztą też. Kroki porządkują chaos. Pokazują proces. Zmniejszają koszt poznawczy. Dają wrażenie kontroli. Są świetnym surowcem do odpowiedzi. Dlatego po definicji powinieneś przejść do listy etapów. Niech każdy krok będzie nazwany, rozwinięty i zamknięty w jednym logicznym bloku. Najlepiej, aby każdy krok miał własny śródtytuł i dwa–cztery akapity rozwinięcia.

Przykład dobrej sekwencji w artykule o AEO wyglądałby tak:
najpierw wybierz pytanie, potem zbuduj odpowiedź główną, następnie dołóż dowody, potem rozbij wiedzę na checklistę, a na końcu zabezpiecz temat FAQ.

To ma sens. Daje się cytować. Daje się skracać. Daje się streszczać. Daje się przepisać do formatu „5 kroków do…”. A właśnie takie fragmenty często trafiają do odpowiedzi.

3. Checklista to niedoceniana broń.

Checklista robi dwie rzeczy naraz. Po pierwsze ułatwia użytkownikowi działanie. Po drugie tworzy bardzo „poręczny” format dla systemów odpowiedzi. Lista kontrolna jest konkretna, zamknięta i łatwa do wyjęcia z tekstu.

Jeśli piszesz o artykule, kampanii, procesie albo strategii, zadaj sobie pytanie: czy z tego da się zrobić checklistę? Jeśli odpowiedź brzmi „tak”, zrób to.

Dla treści pod AEO checklista jest niemal obowiązkowa.

Przykładowa mini-checklista pod artykuł cytowalny przez AI mogłaby brzmieć tak:

  • Czy pierwsze 3 akapity zawierają definicję i odpowiedź główną.

  • Czy każdy krok ma osobny śródtytuł.

  • Czy w tekście są konkretne kryteria, a nie ogólniki.

  • Czy wiadomo, kto jest autorem i skąd ma wiedzę.

  • Czy widać datę aktualizacji.

  • Czy tekst zawiera FAQ z pytaniami zadawanymi naturalnym językiem.

  • Czy da się zacytować pojedynczy akapit bez utraty sensu.

Taki blok działa nie tylko na czytelnika. On działa też jako struktura wiedzy.

4. FAQ to nie dodatek. To rdzeń.

Wielu autorów traktuje sekcję FAQ jak śmietnik na resztki. Coś zostało? Wrzuć do pytań i odpowiedzi. To zły odruch.

FAQ jest miejscem, w którym możesz przechwycić dokładnie takie sformułowania, jakich ludzie używają w rozmowach z AI. Nie „optymalizacja źródłowości w środowisku multimodalnym”, tylko „jak sprawić, żeby ChatGPT cytował mój blog”, „czy AI pokazuje źródła”, „dlaczego w GA nie widzę ruchu z AI”, „czy AEO zastąpi SEO”.

To są pytania, które mają rytm języka naturalnego. A właśnie w takim języku ludzie rozmawiają z modelami.

Dobre FAQ nie powtarza tego samego. Ono domyka temat. Odpowiada na obiekcje. Odsłania wyjątki. Dodaje niuanse. Czasem jedno pytanie z FAQ bywa bardziej cytowalne niż połowa głównej treści.

.

Jak budować „źródłowość”.

Samo ułożenie treści nie wystarczy. Można mieć świetną strukturę i nadal nie wyglądać jak źródło, któremu warto ufać. W 2026 roku problemem internetu nie jest brak treści. Problemem jest nadmiar treści, której nikt rozsądny nie chce brać za podstawę odpowiedzi. Dlatego potrzebujesz źródłowości. Źródłowość to nie jest magiczny znacznik w kodzie. To suma sygnałów, które mówią: ten materiał nie jest tylko kolejnym wpisem. To jest coś, na czym można się oprzeć.

Autor musi istnieć naprawdę.

W wielu branżach nadal powstają teksty „bez twarzy”. Bez autora. Bez kontekstu. Bez doświadczenia. Bez odpowiedzialności. To za mało. Jeśli chcesz, żeby Twoja treść była traktowana jako źródło, pokaż autora jasno. Nie biogram z gatunku „pasjonat marketingu i nowych technologii”. Tylko konkret. Co robi. Od ilu lat. Z jakimi projektami pracował. Jak testuje. W czym się specjalizuje. Na jakich danych opiera wnioski. Autora nie pokazujesz po to, aby połechtać ego. Pokazujesz go po to, aby zredukować niepewność. AI, podobnie jak człowiek, dużo chętniej opiera się na materiale, który wygląda na osadzony w rzeczywistości, a nie wygenerowany z powietrza.

.

Doświadczenie bije pustą teorię.

Najbardziej cytowalne treści bardzo często mają jeden wspólny element: pokazują kontakt z praktyką. Nie tylko „co należy robić”, ale też „co zadziałało, co nie zadziałało, na jakiej próbie, w jakich warunkach”. Jeśli piszesz o AEO, nie ograniczaj się do sloganów. Pokaż mechanikę. Pokaż, jak zmieniłeś strukturę artykułu. Jakie pytania przechwyciłeś. Jakie sekcje dołożyłeś. Jak wyglądał tekst przed i po przebudowie. Jakie były efekty po kilku tygodniach albo miesiącach. Nie musisz odkrywać wszystkich kart. Ale musisz pokazać, że to nie jest wyłącznie kompilacja cudzych opinii.

Dane robią różnicę, ale tylko wtedy, gdy są osadzone.

Liczby bez metodologii są tylko dekoracją. Jeśli podajesz dane, napisz skąd się wzięły, jak je liczysz, na jakiej próbie, z jakiego okresu i gdzie są ograniczenia. Nie po to, żeby zamęczyć czytelnika. Po to, żeby nie wyglądać jak ktoś, kto rzuca procentami z kapelusza. Porównania działają podobnie. Samo stwierdzenie „AEO jest ważniejsze niż SEO” jest efektowne, ale intelektualnie ubogie. Znacznie lepiej działa porównanie osadzone w kryteriach: cel, format odpowiedzi, typ intencji, rola autorytetu domeny, znaczenie struktury, sposób pomiaru sukcesu. Właśnie takie porównania są cytowalne, bo model może z nich wydobyć konkretną różnicę, a nie tylko opinię.

Aktualizacje to sygnał życia.

Martwe treści rzadko budują zaufanie. Zwłaszcza w obszarach, gdzie narzędzia, platformy i interfejsy zmieniają się szybko. Dlatego warto wyraźnie oznaczać aktualizację artykułu. Nie tylko technicznie, ale też merytorycznie. Dopisz, co zostało zmienione. Co doprecyzowałeś. Co usunąłeś. Co się zestarzało. Treść, która żyje, ma większą szansę być traktowana jak aktualne źródło. A w świecie odpowiedzi to ma znaczenie ogromne.

.

Jak mierzyć ruch z AI, którego nie widać w Google Analytics.

Tu zaczyna się najciekawsza część całej układanki. Wielu właścicieli stron patrzy w raporty i mówi: „Nie widzę żadnej rewolucji. Gdzie ten ruch z AI?”. Problem polega na tym, że część wpływu AI nie przychodzi do Ciebie w prosty, elegancki sposób oznaczony wielką etykietą „to z ChatGPT”. Część ruchu z AI jest po prostu ciemna. Rozproszona. Zdeformowana. Ukryta w direct, referralach, branded search, wejściach wielokanałowych albo w ruchu, który pojawia się z opóźnieniem. To nie znaczy, że go nie ma. To znaczy, że trzeba nauczyć się go czytać inaczej.

1. Nie mierz wyłącznie kliknięć. Mierz wpływ.

Największy błąd to oczekiwanie, że cytowanie przez AI zawsze da bezpośrednie wejście na stronę. Często użytkownik dostaje odpowiedź, zapamiętuje markę, wraca później wpisując nazwę firmy, szuka artykułu już po brandzie albo przechodzi do Ciebie z innego urządzenia. W efekcie klasyczne raporty mogą nie oddać pełnej wartości cytowania. Dlatego mierz nie tylko kliknięcia, ale też: wzrost zapytań brandowych, wzrost wejść direct na konkretne zasoby, wzrost ruchu na artykułach „odpowiedziowych”, wzrost liczby leadów z treści edukacyjnych oraz zmianę ścieżek wspomagających konwersję. Jeśli po publikacji treści pod AEO nie rośnie Ci tylko organic, ale też branded search, wejścia direct i liczba osób wchodzących od razu na konkretne artykuły, to bardzo możliwe, że widzisz efekt cytowalności.

2. UTM-y tak, ale z głową.

UTM-y są przydatne, ale nie wolno wierzyć, że rozwiążą cały problem. W przypadku organicznych cytowań przez systemy AI nie zawsze masz pełną kontrolę nad tym, jak link zostanie pokazany, czy parametr się zachowa i czy użytkownik kliknie dokładnie tę wersję adresu, którą chciałbyś śledzić. Dlatego UTM-y traktuj jako narzędzie eksperymentalne i pomocnicze, a nie jedyny system pomiaru. Najlepiej sprawdzają się wtedy, gdy sam tworzysz kontrolowane punkty wejścia. Na przykład osobne landing pages do konkretnych tematów, zasobów, raportów, checklist czy narzędzi. Możesz też stosować je w działaniach wspierających: newsletterach, PDF-ach, materiałach prasowych, partnerstwach, dystrybucji treści i wszędzie tam, gdzie linkiem realnie zarządzasz.

W praktyce lepiej niż „upiększanie wszystkiego UTM-ami” działa projektowanie adresów, które da się rozpoznać nawet bez parametrów. Jeśli masz dedykowaną stronę pod dany temat i widzisz na niej wzrost wejść, to często jest to czytelniejsze niż najbardziej wymyślna matryca tagowania.

3. Twórz landing pages pod cytowania.

To jedna z najciekawszych strategii. Zamiast liczyć, że każdy artykuł będzie cytowany równie chętnie, tworzysz specjalne strony, które są zaprojektowane dokładnie pod odpowiadanie na konkretne pytanie lub grupę pytań. Krótsze, bardziej modułowe, bardziej jednoznaczne, łatwiejsze do wydobycia przez AI. Takie strony mogą być czymś pomiędzy artykułem a zasobem referencyjnym. Nie muszą być długie. Muszą być precyzyjne. Mogą zawierać definicję, listę kroków, porównanie, checklistę, FAQ, datę aktualizacji i krótką informację o autorze. Jeśli stworzysz ich serię, zaczynasz budować własną bibliotekę odpowiedzi. A wtedy dużo łatwiej obserwować, które adresy przyciągają dziwnie „niewyjaśnialny” ruch, zapisują się w direct, są odwiedzane po brandzie albo pojawiają się w ścieżkach wspomaganych.

4. Search Console mówi więcej, niż wielu ludziom się wydaje.

Search Console nie powie Ci wszystkiego, ale potrafi pokazać coś bardzo ważnego: jakimi pytaniami ludzie w ogóle dochodzą do Twojej treści. Jeśli zaczynasz pisać pod AEO, zauważysz zwykle wzrost bardziej naturalnych, konwersacyjnych zapytań. Dłuższych. Bliższych temu, jak ktoś naprawdę pyta, a nie jak kiedyś wpisywał suchą frazę. Warto analizować: czy rośnie liczba długich pytań, czy pojawiają się nowe warianty pytań problemowych, czy wzrasta widoczność na zapytania typu „jak”, „czy”, „co zrobić gdy”, „ile czasu”, „jaka jest różnica”, „czy warto”, „kiedy nie warto”. Szukaj też sytuacji, w których treść zaczyna „łapać” więcej wariantów jednego problemu. To często oznacza, że artykuł jest lepiej rozumiany jako odpowiedź, a nie tylko jako zbiór słów kluczowych.

5. Logi serwera pokazują rzeczy, których nie zobaczysz w ładnych dashboardach.

Jeśli chcesz myśleć poważnie o AEO, musisz czasem zejść piętro niżej. Logi serwera potrafią być brzydkie, techniczne i mało sexy, ale są bezcenne. Pokazują, co odwiedza Twoją stronę, jak często wraca, które zasoby są pobierane, jak wygląda crawl i które sekcje witryny budzą zainteresowanie maszyn. Oczywiście sam crawl nie jest jeszcze ruchem od użytkownika. Ale jest sygnałem, że Twoje treści w ogóle trafiają do obiegu maszynowego. A to już coś. Dodatkowo logi i dane serwerowe pomagają wychwycić wejścia, które analityka webowa klasyfikuje nieprecyzyjnie. Szczególnie wtedy, gdy referrer bywa niepełny, niestabilny albo zanika po drodze. Najlepsze wnioski powstają zwykle nie z jednego raportu, ale z połączenia kilku źródeł: Search Console, analityki, logów, wzrostu brandu i obserwacji zachowania konkretnych landing pages.

.

W praktyce: jak wygląda artykuł, który ma szansę być cytowany.

Spróbujmy to uprościć do brutalnie praktycznej formy.

Jeśli chcesz napisać tekst, który ma szansę pojawić się w odpowiedzi AI, zadaj sobie siedem pytań.

Czy już w pierwszych akapitach pada odpowiedź na temat.

Czy da się wyjąć z tego tekstu definicję w jednym lub dwóch zdaniach.

Czy proces został rozpisany krok po kroku.

Czy są kryteria, porównania, wyjątki i ostrzeżenia.

Czy wiadomo, kto to napisał i dlaczego warto tej osobie ufać.

Czy tekst jest aktualny i widać, że ktoś nad nim czuwa.

Czy pomyślałeś nie tylko o publikacji, ale też o pomiarze.

Jeśli na trzy z tych pytań odpowiadasz „nie”, to nie piszesz jeszcze pod AEO. Piszesz po prostu kolejny artykuł.

.

AEO nie polega na „schlebianiu robotom”.

To ważne, bo wiele osób źle to rozumie. Pisanie pod odpowiedzi nie oznacza spłycania treści. Nie oznacza też, że masz zrezygnować z charakteru, stylu i narracji. Chodzi raczej o to, aby mądra treść była lepiej opakowana poznawczo. Żeby człowiek miał łatwiej. I żeby maszyna też miała łatwiej. Najlepsze teksty pod AEO są jednocześnie konkretne i ludzkie. Mają strukturę, ale nie są martwe. Są zrozumiałe, ale nie infantylne. Mają autorytet, ale nie brzmią jak broszura korporacyjna. W praktyce wygrywa nie ten, kto napisze „najbardziej pod algorytm”, tylko ten, kto najlepiej połączy trzy rzeczy: klarowność, wiarygodność i użyteczność.

.

Co zrobiłbym dziś, gdybym zaczynał od zera.

Gdybym miał dziś przebudować blog pod AEO, nie zaczynałbym od narzędzi. Zacząłbym od pytań. Najpierw zebrałbym 20–30 pytań, które klienci naprawdę zadają. Potem pogrupowałbym je według intencji. Następnie wybrałbym te, na które da się odpowiedzieć precyzyjnie, praktycznie i z doświadczenia. Na tej podstawie zbudowałbym serię tekstów albo landing pages, z których każdy odpowiada na jeden rdzeń problemu. W każdym materiale zastosowałbym ten sam szkielet: krótka definicja, odpowiedź główna na początku, kroki, checklista, FAQ, autor, metodologia lub kontekst praktyczny, data aktualizacji. Dopiero potem myślałbym o rozszerzaniu, linkowaniu wewnętrznym, rozwijaniu klastra tematycznego i testowaniu, które formaty są najczęściej „podejmowane” przez użytkowników oraz pośrednio przez systemy odpowiedzi. Bo AEO nie zaczyna się od magii. Zaczyna się od porządku.

.

Podsumowanie.

Jeszcze niedawno celem było wejść wysoko w wyszukiwarce. Dziś to już za mało. Trzeba wejść do odpowiedzi. Trzeba sprawić, żeby Twoja treść była nie tylko znaleziona, ale też użyta. Nie tylko przeczytana, ale uznana za źródło. Nie tylko zoptymalizowana, ale wydobywalna. SEO nadal jest fundamentem. Nadal potrzebujesz dobrej techniki, sensownej architektury informacji, mocnych tematów, sprawnego linkowania i jakościowej treści. Ale AEO przesuwa środek ciężkości. Każe myśleć bardziej jak redaktor odpowiedzi niż jak producent artykułów. Bardziej jak architekt wiedzy niż jak kolekcjoner fraz kluczowych. Jeśli Twoje treści zaczną odpowiadać wprost, być lepiej uporządkowane, bardziej źródłowe i lepiej mierzone, zyskasz coś dużo cenniejszego niż chwilowy pik ruchu. Zyskasz szansę, by w nowym ekosystemie internetu stać się marką, z której odpowiedzi się bierze. A to jest pozycja, której konkurencja nie odbierze łatwo.

Jeśli ten artykuł był dla Ciebie ciekawy to zapraszam do lektury mojej książki pt. Reklama w modelach językowych AI. Na prawie 300 stronach krok po kroku tłumaczę jak to zrobić, aby być jako pierwszym cytowanym przez np. ChatGPT. To zupełnie nowa gałąź marketingu, ogromna nisza. Tak zaś już jest, że wygrywa ten, kto w niszę wpasuje się jako pierwszy. Na stronie w księgarni warto przejrzeć spis treści. Dlaczego? Chociażby dlatego, aby zaskoczyć się jak wiele nowych możliwości reklamowych otworzyło się dzięki modelom językowym. Obszerne fragmenty książki możesz przeczytać TUTAJ

1

Komentarz

Skomentuj