Jak wysyłać SPAM i przetwarzać dane osobowe, nie przejmując się RODO. Poradnik praktyczny

Autor: wtorek, Lipiec 10, 2018 No tags Permalink 0

W internecie zapanowała ostatnimi czasy niemal histeria. RODO! Straszne RODO. Firmy je wdrażają, prawnicy się cieszą, bo zarabiają. Mało kto jednak słyszał o jeszcze jednej grupie przedsiębiorców (i spamerów – przy czym nie można tych dwóch rzeczy zawsze ze sobą łączyć), którzy kompletnie nie przejmują się RODO ani danymi osobowymi. Dzięki odpowiednim konstruktom prawnym i technicznym mogą bez ograniczeń wysyłać dowolne maile/sms-y na dowolne adresy e-mail/telefony i… nie ponoszą żadnych konsekwencji z powodu SPAMU. Co więcej, mogą zupełnie bez obaw targetować i retargetować reklamę np. w social mediach ze szczegółowością, o której większość marketerów może jedynie pomarzyć. Jak to możliwe? O tym będzie ten wpis!

Tomek Marketer chce wysyłać SPAM bez ograniczeń….

Wyobraźmy sobie przedsiębiorcę imieniem Tomek. Tomek marzy o zbudowaniu ogromnej bazy mailingowej, a dodatkowo chce wysyłać SMS reklamowe, a także targetować (oraz retargetować) reklamę korzystając z wrażliwych danych (np. medycznych czy też tych, które dotyczą preferencji seksualnych użytkowników Facebooka). Nasz bohater wie, że nie może tego robić zgodnie z prawem bez odpowiednich zgód (niektórych wyrażonych na piśmie!) oraz bez ogromnych nakładów czasu i kosztów poświęconych na zebranie danych. Tomek jednak jako osoba ambitna postanowiła „zhakować system”. Korzystając z odpowiedniej infrastruktury prawno-technicznej, zamiast wydawać kilkaset tysięcy złotych za zaledwie kilkaset złotych (tu nie ma błędu w kwocie!) osiągnął cel, jaki sobie postawił. Celem tym było zaś zebranie co najmniej kilku milionów maili i numerów telefonów i… wysyłać co tylko sobie zażyczy bez żadnych ograniczeń oraz retargetowanie reklamy. Jak to możliwe? Zobaczmy, co zrobił Tomek.

Krok pierwszy: odpowiednia infrastruktura prawna

Tomek wiedział, że nie może prowadzić działań reklamowych w ramach polskiego systemu prawnego. Po długich rozważaniach zdecydował się na założenie brytyjskiej spółki LTD (kosz 70 funtów za rejestrację + 30 funtów za obsługę księgową miesięcznie). Co istotne, nie była to „jakaś tam” zwykła LTD, ale spółka zarejestrowana (częściowo – dla ograniczenia kosztów rejestracji) na Wyspie Man, która to wyspa posiada kilka szalenie przydatnych uregulowań prawnych. Tomek przygotował też dla siebie plan B (gdy zarówno zyski, jak i ryzyko kontroli wzrośnie) . Miał w zanadrzu opcję szybkiej rejestracji spółki LTD w Belize. Powód? Bardzo prosty. Otóż kwota wolna od podatku w Wielkiej Brytanii to 57 tysięcy złotych. System prawny Belize zaś stanowi, że… dochody uzyskiwane poza Belize nie są dochodami dla miejscowego fiskusa. Przy okazji jako bonus można uzyskać paszport tego kraju, gdy się spełni pewne wymagania. Dodatkowo Tomek skonsultował na własne potrzeby możliwość szybkiej rejestracji spółki na Wyspach Marschalla (jedyny kraj na ziemi, który nie ma w soim systemie prawnym pojęcia „prawa autorskiego”) oraz w Dubaju (jeśli nie handlujesz ropą naftową, nie ma podatku). W dwóch ostatnich przypadkach Tomkowi chodziło o pełne zabezpieczenie swojego biznesu. Ani Wyspy Marschalla ani Zjednoczone Emiraty Arabskie jeszcze nigdy w historii nie przekazały polskim organom kontrolnym (Urząd Skarbowy, RODO itp.) żadnych informacji. Dodatkowo Tomek poczynił kilka dodatkowych kroków mających na celu pełną anonimizację swojej działalności (przygotował się na skorzystanie z dyrektorów nominowanych) oraz… w ostateczności miał „kilka gotowych brytyjskich spółek LTD” do kupienia (wraz z kontami bankowymi), bez pytania o jakiekolwiek dane osobowe.

Krok drugi: przygotowanie infrastruktury technicznej

Równolegle z przygotowaniem prawnym Tomek poczynił odpowiednie przygotowania techniczne. W pierwszej kolejności zakupił serwer, na którym wykonywane będą wszelkie działania. Serwer został zakupiony w kraju, z którego niemożliwe jest dla polskich organów uzyskanie jakichkolwiek informacji. Takich krajów jest sporo, a niektóre szczególnie chętnie nie udzielają polskim organom żadnych informacji i za darmo anonimizują informacje w publicznych rejestrach odnośnie tego, kto zakupił określony serwer. Skorzystanie z serwisów takich jak np. who.is będzie bezskuteczne. Mają serwer oraz domenę, która budzi zaufanie i wiąże się z branżą, w jakiej Tomek będzie działał. Tomek przystąpił do kolejnego kroku. Korzystając z kosztujących kilkanaście dolarów narzędzi do masowego screperowania sieci (oczywiście Tomek pracował z wykorzystaniem VPN)nasz bohater rozpoczął masowe przeszukiwanie sieci w poszukiwaniu adresów e-mail. Na pierwszy cel wziął ogromne portale aukcyjne oraz ogłoszeniowe, które działają w Polsce. Szczególnie te pierwsze dostarczyły mu ogrom danych. Idąc dalej, Tomek rozpoczął przeszukiwanie wyszukiwarki Google w poszukiwaniu adresów e-mail w oparciu o logiczny dobór słów. W ciągu 3 tygodni Tomek zebrał ponad 8 milionów adresów e-mail w tym: ponad 2 miliony adresów e-mail firmowych oraz ponad 200 tysięcy adresów e-mail „wyciągniętych” z LinkedIn. Analogicznie Tomek postąpił z numerami telefonów.

Krok trzeci: zbudowanie infrastruktury wysyłkowej

Mając już serwer w bezpiecznym kraju i będąc zabezpieczonym prawnie, Tomek zbudował infrastrukturę, która pozwoliła mu wysyłać maile i SMS-y na masową skalę oraz tworzyć kohorty do targetowania i retargetowania reklamy. Skorzystał on z gotowych i niedrogich rozwiązań w postaci zautomatyzowanych skryptów wysyłkowych. Niestety część wysłanych przez niego maili (aż 78%) wpadała do SPAMU, z uwagi na bardzo wysokie wyczulenie filtrów Gmail i Hotmail! Aby dotrzeć do adresatów tych maili, Tomek założył 50 kont GMAIL i przy ich pomocy wspierał własne wysyłki. Przy użyciu odpowiednich narzędzi po prostu spiął on własny system wysyłkowy na swoim serwerze z kontami GMAIL. Takie rozwiązanie miało niestety pewną wadę. Aby nie dostać BANA od Gmaila, Tomek mógł z jednego adresu wysyłać maksymalnie 20 maili na godzinę. Jeśli jednak przemnożymy tę moc przerobową razy 50 (liczba skrzynek), a następnie przez 24h (doba) to okazało się, że moce przerobowe Tomka w tej drugiej fazie wysyłkowej były całkiem spore: 24 tysiące maili dziennie. Co istotne, Tomek mógł dowolnie multiplikować tę ilość np. zakładając 200 skrzynek zamiast 50, ale nie było mu to potrzebne. Miał tak ogromną masę pracy z pilnowaniem swojej machiny sprzedażowej, że po prostu – nie byłby w stanie obsłużyć większej ilości klientów. Analogicznie Tomek zbudował infrastrukturę do wysyłki SMS-ów reklamowych.

Produkt Tomka i kwestie podatkowe

W ramach swoich działań reklamowych Tomek sprzedawał produkty afiliacyjne w niezbyt „atrakcyjnej” branży, jaką są suplementy diety. W pierwszej kolejności za cel obrał on sobie środki na poprawę potencji u mężczyzn oraz poprawiające urodę kobiet. Co bardzo istotne – posegmentował on bazę maili przed wysyłaniem wiadomości, dobierając leady do konkretnych produktów np. mężczyzn po 50 roku życia do środków na potencję czy też kobiety w wieku 45+ do kremów na zmarszczki itp. Działając w ramach odsprzedaży afiliacyjnej niestety dość szybko pojawił się u Tomka problem związany z jednej strony z kwestią podatkową, a z drugiej z kwestią wypłat gotówki. O ile kwestie podatkowe rozwiązał już na etapie tworzenia infrastruktury prawnej poprzez odpowiednią spółkę zarejestrowaną w raju podatkowym, to problemem znacznie poważniejszym była kwestia wypłat pieniędzy. Mówiąc wprost: Tomek obawiał się, że wcześniej czy później np. Urząd Skarbowy zarejestruje przelewy z zagranicznych kont bankowych na konta polskie lub też zada proste pytanie „Skąd Tomek ma pieniądze, skoro teoretycznie nie pracuje”. Z pomocą przyszło Tomkowi rozwiązanie znane w Szwajcarii tzw. podróżnicza karta prepaidowa, którą oferuje jeden z tamtejszych banków. Pozwala ona na wypłaty w pełni anonimowe z bankomatów na całym świecie (konto pre-paid) do kwoty 100 tysięcy franków szwajcarskich rocznie. Dodatkowo Tomek był przygotowany na wypłaty pieniędzy w ramach transferów miedzynarodowych z banku na Kajmanach (niestety dość drogie) oraz korzystał z procesorów PayPal, aby płacić np. za reklamę na Facebooku. Dzięki temu nie musiał operować niemal żadną gotówką operacyjną (koszty reklam, stron internetowych itp.).

Na czym jeszcze zarabia Tomek?

Stworzony przez Tomka mechanizm jest o tyle interesujący, że pozwala na zarabianie na co najmniej kilka sposobów.

  1. W pierwszej kolejności mamy do czynienia z prostą sprzedażą. Tomek z tej formy zrezygnował (musiałby mieć produkty w Polsce, ktoś mógłby chcieć fakturę itp.).
  2. Drugi model to sprzedaż afiliacyjna dla Tomka szczególnie interesująca. Tutaj panuje pewna zasada, która z etycznego punktu widzenia (Tomek z etyką nie miał problemu) jest kłopotliwa. Największe prowizje otrzymuje się w afiliacjach na wszelkiego rodzaju produktach finansowych obdarzonych ogromnym ryzykiem (kryptowaluty, rozmaite piramidy finansowe), a także produktach związanych ze zdrowiem, które nie do końca działają (magiczne środki na potencje, środki odmładzające itp.). Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby w modelu, jaki Tomek opracował odsprzedawać znacznie mniej kontrowersyjne produkty, przy czym tutaj trzeba zawsze uważać, czy producent zezwala np. na sprzedaż poprzez systemy mailingowe.
  3. Trzeci model sprzedażowy, jaki Tomek wziął pod uwagę, to po prostu płatne mailingi i SMS marketing. Mając ogromne bazy Tomek po prostu zaczął pobierać opłaty od firm, które były zainteresowane wysłanie mailingu. Narzędzia, jakie Tomek posiadał pozwalały mu dostarczać klientowi pełne statystyki kampanii, co wpływało na zaufanie. Tomek sprzedawał takie usługi np. na popularnym serwisie aukcyjnym w Polsce, ale wyszedł też na rynki międzynarodowe. Zobaczmy jedną z Aukcji Tomka na eBay (te w polskich serwisach z całą pewnością znajdziesz samodzielnie). Na brak klientów nie narzeka – zwłaszcza w USA. Oferuje też z polskiego punktu widzenia astronomiczne ceny, a dla nawet małej firmy amerykańskiej… bardzo niskie. 
  4. Tomek miał znacznie więcej więcej pomysłów, co jeszcze może z bazami zrobić jednak… niekoniecznie chciał się nimi chwalić, stąd pozostawiam je Twojej, drogi czytelniku, wyobraźni. 🙂 

Możliwości wykorzystania baz e-mail/SMS w remarketingu i marketingu

Warto w końcu o jeszcze jednej rzeczy napisać. Otóż Tomek zauważył bardzo duży potencjał marketingowy i remarketingowy w perfekcyjnie posegmentowanej bazie jaką posiadał. Dość szybko zainteresowali się nim np. producenci leków i sprzętów medycznych, gdyż mógł im zaoferować np. gotowe listy mailingowe użytkowników największych forów czy też osoby, które kupują określone leki. Taka lista nie musiała być wykorzystywana do bezpośredniego marketingu (RODO), ale nic nie stało na przeszkodzie, aby wykorzystać ją do budowy grup odbiorców i wyświetlać im reklamy określonych produktów np. w social mediach. W końcu… Tomek znalazł sposoby „wyprać” ogromne bazy mailingowe, jakie posiadał, i wysyłać zupełnie legalnie, i zgodnie z RODO, mailingi do części z nich. To jednak temat na osobny wpis oraz na warsztaty online.  

Mam nadzieję, że ten wpis był dla Ciebie ciekawy i pokazał Ci, jak to możliwe, że na Twoją skrzynkę e-mail trafia tyle SPAM-u, mimo RODO i szeregu obostrzeń prawnych. Jeśli chciałbyś dowiedzieć się więcej, jak działa machina marketingowa stosowana przez Tomka, zapraszam na warsztaty online, jakie niebawem poprowadzę. Będę krok po kroku omawiał na nich wszystkie aspekty opisane wyżej – od rejestracji spółek w rajach podatkowych poczynając, a na skutecznej sprzedaży poprzez zebrane ogromne bazy mailingowe kończąc. Wszystkie informacje o warsztacie znajdziesz TUTAJ.

Mam nadzieję, że ten wpis był dla Ciebie przydatny. Jeśli jeszcze tego nie zrobileś, zapisz się do newslettera na mojej stronie (link w prawym górnym rogu strony). Jeśli masz pytanie, zadaj je w komentarzu. Postaram się pomóc. Jeśli zaś chcesz być na bieżąco z tym, co robię, chcesz móc mnie  o coś zapytać od razu, gdy masz problem – dołącz do grupy na Facebooku dla czytelników bloga. Link TUTAJ.

0

Komentarz

Skomentuj