Skuteczny marketing afiliacyjny, czyli jak zarobić 218 250 zł w dziewięć miesięcy. Case Study

W ostatnich latach coraz popularniejsze w Polsce stają się rozmaite programy afiliacyjne. Niemal każdy bloger czy właściciel strony internetowej próbuje swoich sił właśnie w afiliacjach. Niestety zazwyczaj owe „próby” kończą się tym, że wspomniany bloger po prostu umieszcza na swojej stronie internetowej link afiliacyjny lub baner i liczy na to, że ktoś kliknie (zazwyczaj klika on sam) i „może coś wpadnie” z tego linku. Takie podejście do afiliacji, bez strategii, bez jakiegokolwiek planu, jest z góry skazane na niepowodzenie. W tym wpisie zaprezentuję Ci kilka sposobów łączenia ze sobą: programów afiliacyjnych, marketingu w social mediach, remarketingu dynamicznego i… kilku innych rzeczy, które inteligentnie ze sobą połączone oraz spięte – pozwolą Ci zarabiać na afiliacjach nieco więcej niż „coś tam, co może wpadnie z tego linku”.

Postawa sukcesu: mądry wybór pośrednika

Jakkolwiek zabrzmi to banalnie, aby myśleć o sukcesie w programach lojalnościowych, zacząć trzeba od tego, aby wybrać odpowiedni program dla siebie. WAŻNE ZASTRZEŻENIE. Mam w całym tym wpisie na myśli sytuację, w której nie jesteśmy np. autorami specjalistycznego bloga czy branżowego portalu internetowego. Wpis jest skierowany do osób, które tego „naturalnego” zaplecza nie mają, a chcą spróbować swoich sił w afiliacjach. Pierwszym krokiem zatem będzie wybór pośrednika, który współpracuje z konkretnymi dostawcami konkretnym usług/produktów. Pośredników jest bardzo wielu i trzeba bardzo mądrze wybrać. Przede wszystkim trzeba brać pod uwagę: wypłacalność pośrednika, jego markę (wbrew pozorom to, że trudno do programu się dołączyć, to nie jest minus, lecz plus! Taka wstępna selekcja często jest gwarantem wyższych dochodów i stabilniejszej współpracy). Niestety na blogu nie ma miejsca, aby pisać, z jakich programów nie korzystać. Nie chciałbym zostać oskarżony o „negatywną reklamę”. Niestety zaś, około 2/3 pośredników działających na polskim rynku  ma opóźnienia czy to w płatnościach na rzecz partnerów, czy też w uczciwym rozliczaniu „kliknięć” w nasze linki partnerskie. Dotyczy to (o zgrozo) nawet dużych domów mediowych! Jeśli temat wyboru (a właściwie tego czego nie wybierać, jest dla Ciebie interesujący – zapraszam na warsztaty online poświęcone właśnie zarabianiu na afiliacjach – informacja na końcu wpisu).

Krok drugi: wybór programu lojalnościowego

Programów lojalnościowych mamy tysiące. Są one rozmaicie rozliczane i oferują różne stawki. Są takie programy, które zaoferują np. np. 50 groszy za kliknięcie (wystarczy, ze użytkownik wejdzie na stronę internetową partnera i obejrzy ofertę), a są takie, które zapłacą 1000 zł od „wygenerowanej sprzedaży”. Poprzez mądry wybór programu lojalnościowego rozumiem to, aby dopasować nasz stworzony model marketingowy do konkretnego produktu i sposobu jego sprzedaży. Moim zdaniem podstawą sukcesu jest, by stworzona infrastruktura (więcej o tym, jak ją zbudować, niżej) była w taki sposób wyskalowana, aby:

Prowizja od odsprzedaży pomniejszona o koszty reklamy i utrzymania infrastruktury (oraz ewentualnie podatki) była na tyle wysoka, aby zapewniała min. średnią krajową pensję. 

Jeśli cała infrastruktura nie zapewnia około 3000 zł netto (po opodatkowaniu – aczkolwiek można tych podatków uniknąć) miesięcznie, nie warto moim zdaniem poświęcać czasu na konkretny produkt/usługę. Naturalnie, rozumiem, że niektórym osobom wystarczać może i 500 zł, a cel osiągną multiplikując ilość programów, w jakich działają i ilość produktów, jakie odsprzedają, ale największym problemem jest to, że doba każdego z nas ma 24 godziny. Niestety, ale odsprzedając 15 produktów, w 15 różnych schematach sprzedażowych, będzie ci bardzo trudno po pierwsze znaleźć chociaż chwilę wolnego czasu „na siku”, a po drugie pilnować tylu reklam w social media, mailingów, remarketingów itp. W końcu BARDZO WAŻNA RZECZ! Trzeba sprawdzić, czy pośrednik/właściciel produktu usługi pozwala na sprzedaż swoich produktów poprzez takie kanały jak: social media, SEO czy też e-mail marketing! Często są w tym punkcie ograniczenia. Bywają nawet tacy pośrednicy, którzy (jeśli się złamie np. zakaz sprzedaży przez mailing) pozwolą na wygenerowanie 10 tys. zł z afiliacji sprzedażowej przez mailing, a następnie… wypowiedzą nam umowę, twierdząc, że „złamaliśmy regulamin”. Wypracowanej kwoty nigdy nie zobaczymy, gdyż zatrzyma ją sobie pośrednik lub właściciel usługi/produktu!

Budowa infrastruktury krok po kroku

Załóżmy, że znaleźliśmy solidnego pośrednika, z którym udało się nawiązać współpracę. WAŻNE! Warto pamiętać, że nie zawsze opłaca się korzystać z usług pośrednika. Warto czasami uderzyć bezpośrednio do właściciela usługi/produktu, który odsprzedajemy. Czasami oferuje on lepsze stawki niż pośrednik (nie musi płacić pośrednikowi) i co ważne – możemy u źródła poznać firmę. Niemniej zakładam, że mamy pośrednika i znaleźliśmy nasz produkt/usługę do odsprzedaży. Pora pomyśleć o tym, jak poukładać sobie wszystko, aby generowało np. kryptopasywny dochód. UWAGA! Piszę „kryptopasywny”, gdyż coś takiego jak „pasywny dochód z afiliacji nie istnieje”. Jeśli ktoś coś takiego Wam obiecuje, to jest albo cudotwórcą (nigdy mu się nie popsuje strona internetowa, nigdy nie zawiedzie reklama, nigdy nie wyłączą prądu w serwerowni itp.), albo jest nie do końca uczciwy. Mimo że dobrze zrobiona infrastruktura afiliacyjna wymaga niewiele czasu, to jednak codziennie trzeba chociaż 10 minut poświęcić na to, aby sprawdzać, czy wszystko prawidłowo działa.

Trzeba rozrysować sobie (naprawdę najlepiej to zrobić na papierze) nasz mechanizm sprzedażowy. Uwzględnić w nim można (a czasami trzeba) takie elementy jak: landing page, mikroblog ekspercki w social mediach (idealnie na Facebooku), aktywność na Twitterze, Instagramie i Linkedinie. Następnie remarketing poprzez e-mail. Na samym końcu do zbudowanego schematu dołączamy format reklamy i samą reklamę na Facebook. Zobaczmy, jak taki schemat może wyglądać w praktyce na przykładzie Wydawcy (w taki sposób nazywany jest w branży „sprzedawca usług/produktów przez afiliację), którego nazwiemy: Grzegorz Afiliancki.

Schemat sprzedaży afiliacyjnej w praktyce

Grzegorz Afiliancki zawsze interesował się produktami finansowymi. Postanowił więc (po dokładnym rozeznaniu rynku), że zostanie pośrednikiem oferującym wysokomarżowe karty kredytowe. Znalazł bardzo ciekawą ofertę pewnego banku, który za założenie karty kredytowej oferował 250 zł dla Wydawcy (czyli Grzegorza). Dodatkowo bank zrobił ciekawą promocję polegającą na tym, że do każdej założonej karty kredytowej (po wykonaniu 3 operacji tą kartą) nowy użytkownik otrzyma tablet marki Samsung wart 499 zł. Opłata za kartę wynosiła 12 zł miesięcznie, można jej było uniknąć, jeśli wykona się minimum 50 transakcji kartą. Karta była też spięta z programem lojalnościowym, w którym za każdą transakcję uczestnik zbierał punkty i mógł je wymieniać na atrakcyjne nagrody.

Grzegorz w pierwszej kolejności przygotował landing page (koszt – 99 zł miesięcznie u dostawcy odpowiedniego narzędzia), na którym w atrakcyjny sposób zaprezentował informację produktową. Dodatkowo, jako wartość dodaną, zaoferował indywidualną konsultację dla każdej osoby, która ma wątpliwości, czy aby na pewno jego sytuacja finansowa pozwoli mu na otrzymanie karty kredytowej. Na landing page’u umieszczone zostało wideo wyjaśniające po pierwsze korzyści z posiadanej karty kredytowej, a także, co bardzo istotne, tłumaczył w nim, jak uniknąć opłat za tę kartę. W końcu Grzegorz Afiliancki zaoferował każdej osobie, która założy kartę z jego linku polecającego, dodatkowe bonusy, takie jak:

  • Specjalny dedykowany tylko dla tej grupy osób newsletter, w którym informował na bieżąco, w jaki sposób pomnażać punkty w programie lojalnościowym spiętym z kartą
  • Drugi dedykowany newsletter poświęcony temu, w jaki sposób najkorzystniej wymieniać te punkty na nagrody, np. bilety lotnicze, bony na zakupy do supermarketów itp.
  • Zamkniętą grupę na Facebooku poświęconą zagadnieniom z newslettera, której członkowie mogą też indywidualnie wymieniać się spostrzeżeniami

Model marketingowy Grzegorza Afilianckiego

Grzegorz zbudował następujący model sprzedażowy oparty o reklamę w social mediach + webinary + newsletter. Założył sobie, iż może poświęcić z 250 zł, jakie otrzymuje za założenie karty, 50 zł na reklamę, marketing + utrzymanie infrastruktury. Założył pesymistycznie, że jedna na 5000 osób, które zobaczą jego reklamę, założy sobie kartę kredytową. W pierwszej kolejności skupił się więc na bardzo precyzyjnym wytargetowaniu reklamy na Facebooku i Instagramie. Skupił się na osobach, które mają tylko jedną kartę kredytową (unikał w ten sposób sytuacji, w której będzie trafiał do ludzi, którzy nie mają zdolności kredytowej. Ktoś, kto już ma kartę, nawet jeśli na drugą go nie stać ze względu na marną zdolność kredytową, zawsze może zrezygnować z już posiadanej). Następnie starał się wykluczyć osoby, które mają kartę kredytową – tą, którą on właśnie promuje. W końcu przyjął, że jego targetem są ludzie w wieku od 25 do 40 lat, pracujący, mający dochody na poziomie min. 2400 zł miesięcznie. Na taką grupę (około 298 tys. ludzi na polskim Facebooku) targetował reklamę video – spójną z tym, co znajdowało się na landing page’u. Wideo zostało odpowiednio przygotowane i przetestowane pod kątem skuteczności. Dzięki wykorzystaniu kilku bugów na Facebooku uzyskał darmowe kliki z już posiadanej reklamy.

Koszt wyświetlenia reklamy dla 10 000 ludzi wyniósł Grzegorza 48 zł. Okazało się także, że dzięki dokładnemu targetowaniu 9% osób, które weszły na jego landing page (współczynnik klikalności z reklamy wynosił 1,49%), składało wniosek o kartę kredytową. Mówiąc inaczej – na każde 10 000 osób, które widziały reklamę, 149 osób wchodziło na jego landing page, a z tej liczby 13 osób składało wnioski kredytowe. Z tej liczby wniosków akceptowanych było 67% (część ludzi się rozmyśliła, część mimo dokładnego targetowania nie przechodziła weryfikacji kredytowej itp.). Innymi słowy z każdych 10 tys. wyświetleń, Grzegorz miał 9 sprzedanych kart, co przekładało się na 2250 zł dochodu! Przypomnijmy, że Grzegorz wydał 48 zł, mimo iż zakładał, że wyda 450 zł (50 zł od każdej sprzedanej karty x 9 kart).

Skąd taki wynik?

Kluczem do sukcesu była nie tylko inteligentnie przygotowana infrastruktura sprzedażowa, ale także remarketing w oparciu o mailing + webinary! Innymi słowy, każda osoba, która weszła na landing page Grzegorza, ale nie obejrzała filmu lub nie złożyła wniosku kredytowego natychmiast po opuszczeniu strony, otrzymywała drogą e-mail pytanie: „Co Cię skłoniło, aby nie skorzystać z oferty?”. Sporo osób odpisywało – co pozwoliło jeszcze bardziej doprecyzowąć landing page, a niektóre z nich przekonać drogą e-mailową do założenia konta. Ponadto każda osoba, która opuściła landing page, a nie skorzystała z oferty (nie kupiła karty kredytowej) przez kolejne 3 dni miała w czasie korzystania z Facebooka wyświetlaną reklamę Grzegorza, w której zapraszał na darmowy webinar online (organizował go raz w tygodniu), na którym wyjaśniał wątpliwości, prezentował korzyści z programu bonusowego dołączanego do karty kredytowej itp. Okazało się, że 1/3 osób była żywo zainteresowana tym, aby przyjść na webinar i dowiedzieć się więcej o produkcie.

Wynik finansowy Grzegorza Afilianckiego po 9 miesiącach działalności

Grzegorz dzięki zbudowanej infrastrukturze przekonał 1434 osoby do złożenia wniosku o kartę kredytową. 873 wniosków zostało przeprocesowanych. Z każdej transakcji Grzegorz miał 250 zł. W sumie Grzegorz zarobił (brutto) 218 250 zł (zrzut ekranu niżej).(Udostępnione, dzięki uprzejmości Grzegorza 🙂 )

 

Jakie koszty poniósł Grzegorz?

Sumarycznie wszystkie koszty Grzegorza zamknęły się w kwocie 21 838 zł (reklama w social mediach, utrzymanie infrastruktury mailingowej, koszty pokojów webinarowych, przypomnienia SMS uczestników itp.) Zatem od uzyskanej kwoty odjąć należy koszty: 218 250 – 21 838 = 196 412 zł. Grzegorz zarabiał ponad 21 tys. zł miesięcznie. Czy to cały koszt? Oczywiście, że nie. Gdyby Grzegorz płacił podatki w Polsce, musiałby od tej sumy odliczyć podatek VAT (23%), czyli 45 174 zł oraz podatek dochodowy (zakładam podatek liniowy 19%). Zostałoby więc Grzegorzowi: 196 412 – 45 174 = 151 238 i od tego podatek 19%, czyli: 151 238 – 28 735 = 122 502 zł. Zatem Grzegorz (gdyby płacił w Polsce podatki) miesięcznie zarabiałby: 13 611 zł na rękę. Oczywiście (i o tym także będzie na szkoleniu, które poprowadzę), Grzegorz nie bardzo chciał niemal połowę dochodów oddawać fiskusowi. Zarejestrował więc spółkę w Estonii, i… nie zapłacił ani grosza podatku.

Czy afiliacje są dla każdego

Nie, nie jest. Mimo że powyższy schemat finansowy może wyglądać szalenie atrakcyjnie, to warto skupić się na drugiej stronie medalu. Nie każdy produkt, w jaki „wejdziesz”, będzie dla Ciebie opłacalny. Nie chodzi o to, że koszty reklamy Cię przerosną itp. Działania marketingowe w afiliacjach zawsze są działaniami długofalowymi. Nie da się tutaj zarabiać od razu „kokosów”. Trzeba ponadto poświęcić czas na zrozumienie produktu, który się oferuje (aby rzeczowo odpowiadać na pytania klientów) oraz w końcu musisz znaleźć taką branżę, którą po prostu lubisz. Jeśli będziesz sprzedawać produkt, którego nie lubisz (bo np. jesteś przeciwnikiem kart kredytowych) i nie poświęcisz czasu na nauczenie się możliwie wiele o tym produkcie, usłudze – nie wróżę ci niestety sukcesu.

Jeśli chciałbyś dowiedzieć się więcej na temat tego jak budować skuteczne lejki afiliacyjne, zapraszam do lektury mojej książki. Znajdziesz tam osobny rozdział na ten temat. Kliknij w obrazek poniżej, aby dowiedzieć się więcej o książce.

A jeśli chcesz więcej wiedzy…

Mam nadzieję, że temat zarabiania dzięki afiliacjom jest dla ciebie ciekawy. Jeśli chciałbyś poszerzyć swoją wiedzę na ten temat, zapraszam na warsztaty online,  poświęcone zarabianiu dzięki afiliacjom. Poruszamy tam takie tematy jak: wybór optymalnego partnera afiliacyjnego, unikanie podatków, budowa zautomatyzowanych struktur sprzedaży afiliacyjnej, mailingi, webinary i wiele, wiele więcej. Wszystkie informacje o warsztatach oraz możliwość zakupienia nagrania znajdziesz TUTAJ.

Jeśli mój wpis na blogu Cię zaciekawił i chciałbyś otrzymywać więcej informacji na ten temat, zapisz się do mojego newslettera. Jeśli masz jakiekolwiek pytania, zadaj je w komentarzu pod tym postem. Postaram się pomóc! 🙂

3

Komentarz

Skomentuj