Reklama Tiger – mistrzostwo marketingu, a głupi lud się cieszy

Kilka dni temu media społecznościowe i tradycyjne obiegła „szokująca” informacja o reklamie, jaką na swoim Instagramie wypuścił producent napojów energetycznych Tiger. Otóż w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego ukazał się taki oto obrazek jak wyżej. 

Niemal natychmiast dziesiątki tysięcy komentarzy, publikacje we wszystkich możliwych mediach, pokazy w prime-time najważniejszych stacji telewizyjnych… skandal, wstyd, bluźnierstwo…

Producent napojów zdjął reklamę i wpłacił astronomiczną dla zwykłego zjadacza chleba kwotę 500 tys. zł na rzecz uczestników powstania (pieniądze pójdą na leki, leczenie etc). Jednocześnie producent napoju twierdzi, że „Kwota jest tak wielka, jak nasz wstyd”. Ludzie podzielili się na dwie grupy: „możesz wpłacić miliard, ale i tak będziesz świnią” – mniejszość oraz „zachowali się jak trzeba” – większość.

 

Są igrzyska – ma być lajk! 

Najpierw rzecz najważniejsza. Jeśli ktoś wierzy w to, że agencja reklamowa obsługująca markę Tiger, która ma budżet taki, że Mike Tyson im buciki liże na zawołanie, popełniła taką gafę przez przypadek, jest po prostu idiotą. Przykro mi to pisać, ale to prawda. W mojej ocenie mamy tutaj do czynienia z absolutnym mistrzostwem świata, jeśli idzie o marketing. Za 500 tys. złotych upieczono tak wiele pieczeni na jednym ogniu, że nawet sam Mike Tyson by ich nie dał rady pożreć. 

Proces decyzyjny

Rzecz podstawowa. Nie jest tak, że jakakolwiek agencja reklamowa, obsługująca taką markę jak Tiger, to 2 ludzi, z których jeden obsługuje photoshop, a drugi wymyśla hasła. Proces decyzyjny jest bardzo długi. Każda grafika jest wpisana w plan marketingowy. Nad każdym niuansem myśli wiele osób. W takim modelu pracy po prostu niemożliwe jest „popełnienie gafy”. 

Trochę historii

Tiger dwukrotnie próbował osiągnąć to, co udało mu się dopiero przy okazji rocznicy Powstania Warszawskiego. Zobaczmy dwie grafiki niżej z ich Instagrama. 

Obydwie grafiki miały wywołać kontrowersję i skutek jaki udało się dopiero w tym tygodniu. Problem w tym, że ani „robienie sobie jaj z kościoła”, ani z „fanatycznej sekty smoleńskiej” nie robi w Polsce zbyt wielkiego wrażenia. Co innego, jeśli uderzy się w nutę polskiego husarza, który z motyką rzuca się na radzieckie czołgi pod Grunwaldem. To zupełnie zmienia postać rzeczy…

Co osiągnął Tiger?

DARMOWA reklama

Po pierwsze, za kwotę 500 tys. złotych uzyskał czas reklamowy, jaki byłby niemożliwy do uzyskania nawet za 5 milionów złotych. Tiger nagle był wszędzie, nagle stał się wrogiem publicznym numer jeden. Nagle Tiger stał się czymś między Hitlerem a Jaruzelskim. Nagle Tiger połączył nienawiść prawicowych bojówek kibolskich i lewicowych obrońców puszczyka w puszczy. I nagle… rosnące napięcie zniknęło za marne pół miliona złotych. Wszyscy mówili o Tigerze, wszyscy rzygali Tigerem, wszyscy chcieli bojkotować Tigera i większość nagle Tigerowi wybaczyła.

Rozwiązanie problemu Instagrama

Mało kto zauważył jeszcze jeden drobiazg. Tiger zamknął swój profil na Instagramie. I teraz uwaga! Nie zrobił tego dlatego, że się wstydzi. Zrobił to dlatego, że po prostu znudziło mu się dokładnie do interesu. Utrzymanie konta na Instagramie takiej marki to kilka tysięcy złotych miesięcznie dla samej agencji reklamowej. Do tego drugie tyle na działania reklamowe. Efekt: firma wydawała kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie za coś co miało… 7504 obserwujących (z tego 1/4 uzyskali po publikacji kontrowersyjnego obrazka). Oznacza to, że wydawano kupę kasy na utrzymywanie profilu, który miał popularność mniejszą niż mało znane profile śliniących się do Justina Bibera (czy jak tam to się pisze) nastolatek.

Konsolidacja uwagi społecznej

Prawdopodobnie w ciągu kilkunastu najbliższych dni marka Tiger zaangażuje się w jakiś duży projekt. Prawdopodobnie będzie to coś kontrowersyjnego i prawdopodobnie cała reklama tego nowego „czegoś” zostanie zbudowana na zasadzie „Niczego nie nauczyli się na błędzie z Powstaniem Warszawskim” – znowu będą wszędzie. Czyżby jakiś nowy napój? 🙂 

Powyższy wpis stanowi moją subiektywną ocenę rzeczywistości, jaką napotkałem w sieci. Jeśli się ze mną nie zgadzasz, napisz komentarz – chętnie poznam Twój punkt widzenia! 🙂

2

Komentarz

Skomentuj