Reklama w social media — czy naprawdę musisz być wszędzie?

Zastanawiałem się długo, jak rozpocząć tworzenie bloga o reklamie i marketingu w internecie. Doszedłem do wniosku, że zanim pojawią się tutaj instrukcje, jak tworzyć reklamę na Facebooku, jak targetować grupy docelowe, jak dobrać grafiki do Instagrama czy w jaki sposób optymalnie wykorzystać Pinterest w oparciu o analizę Big Data — byłoby dobrze napisać słów kilka o tym, czy naprawdę koniecznie każda firma/marka musi być wszędzie.

Złudzenie wszechobecności

Jednym z największych złudzeń (lub — jeśli ktoś woli — idiotyzmów) jest przekonanie, że jeśli firma/marka/osoba występuje we wszystkich możliwych social media to zwiększa to jej prestiż, rozpoznawalność lub po prostu ułatwia jej znalezienie. Niestety już na wstępie muszę wyprowadzić cię z błędu. Oczywiście jeśli marka lub firma jest obecna w kilku, kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu kanałach social media to zwiększy to z jednej strony świadomość (to nie jest to samo co rozpoznawalność) marki, a z drugiej przyczyni się np. do wzrostu liczby klientów, ale… owo „bycie” musi być „z głową”. To z kolei pociąga za sobą daleko idące konsekwencje. Albo inaczej! Aby „być wszędzie z głową” trzeba spełnić co najmniej kilka warunków i poświęcić ogrom czasu i pracy na to, aby owo „bycie” miało sens i pomagało marce, zamiast jej szkodzić. W praktyce zaś oznacza to, że jeśli twoja firma nie ma osobnego działu (złożonego z minimum 2 osób) marketingu i reklamy w social media lub nie korzysta z usług zewnętrznej firmy (wyspecjalizowanej agencji reklamowej), to po prostu nie będziesz w stanie „być wszędzie z głową”.

Facebook, Twitter, Instagram, Pinterest, Vine, Google+, Linkedin, Tumblr, Digg, Hootsuite, Yummly, Reddit… WTF ?

Portali społecznościowych (albo mądrzej pisząc: „kanałów social media”) jest bardzo wiele. Wypisanie wszystkich portali i ich (chociażby) krótka charakterystyka starczyłaby na kilkaset (nie, to nie jest żart) wpisów na blog. Jednym z najczęściej popełnianych przez firmy, które chcą zaistnieć w sieci, błędów jest tworzenie profili (zakładanie kont) na wszystkich portalach, które „wpadną” właścicielowi w ręce. Nie szkodzi, że nigdy nie słyszał o Buffer czy Delicious. „Skoro Wikipedia mówi, że to coś jest social, to jeśli założę sobie profil i coś tam kliknę/polubię/stworzę, to na pewno wszechwładny Google to wyłapie, potem mnie zaindeksuje i będę wyżej w wynikach wyszukiwania.” — ułuda takiego myślenia jest równie ulotna co… niebezpieczna.

Wygrałem iPhone na Tumblr

Czy kiedykolwiek zdarzyło ci się widzieć na Facebooku informację, że ktoś z Twoich znajomych wygrał iPhone’a, bony do sklepu z odzieżą lub roczny zapas batoników? Jeśli nie, to niżej zobacz galerię, jaką sobie gromadzę, robiąc zrzuty ekranu co ciekawszych postów. Oczywiście najpewniej teraz się uśmiechasz i stwierdzasz, że „Facebook jest pełen spamu”. Tak, spam jest tam obecny. Powstaje jednak pytanie — „Skąd on się bierze?”. Czy naprawdę wydaje Ci się, że informacje o najnowszych tabletach do wygrania za darmo wrzucają wyłącznie emeryci, którzy „coś tam kliknęli” i złapali „wirusa na Facebooku”? Większość spamu tego typu wrzucają osoby, w wieku od 25 do 35 lat. Bardzo często spam ten jest trudny do wychwycenia (o tym, jak powstają aplikacje go rozsiewające, opowiem w jednym z kolejnych wpisów). W końcu zazwyczaj, osoba, która spamuje na swojej tablicy i w grupach na Facebooku, do których należy, zwyczajnie nie wie o tym, że jej konto stało się kontem spamerskim. W końcu wcale nie jest łatwo zablokować takie rozsyłanie.

Nie rozumiesz — nie korzystaj

Jakkolwiek brzmi to banalnie, jeśli chcemy z czegokolwiek korzystać, powinniśmy chociaż w minimalnym stopniu poznać zasady, jakimi dane social media się rządzą. Zakładanie konta w serwisie społecznościowym, którego nie zdążyłeś poznać, jest po prostu nieodpowiedzialne. Wyobraź sobie: jesteś właścicielem uznanej firmy i chcesz być bardziej „social”. Usłyszałeś, że jest taka platforma jak Facebook i założyłeś konto. Załóżmy, że Twoja firma to zakład krawiecki o uznanej marce w Twoim mieście. Zakładasz konto na Facebooku. Setki… Nie! Tysiące zadowolonych klientów, których obsłużyłeś przez ostatnie 15 lat cię lajkuje, udostępnia i pisze pochwały. Nagle… coś tam klikasz i wszyscy lubiący cię widzą komunikat: „Zakład krawiecki rozdaje bony na 1000 zł do H&M!”. Co się dzieje? Tysiące osób ufając ci, klika i… zawirusowuje sobie własny komputer. Niedobrze. Zaufanie diabli wzięli, a do tego najbardziej wkurzeni klienci osobiście przychodzą wyrazić swoje niezadowolenie. Marka, na którą pracowałeś kilkanaście lat, została bardzo wyraźnie nadszarpnięta.

No ale mnie to nie dotyczy…

Czyżby? A czy widziałeś kiedyś taki komunikat, który ktoś z Twoich znajomych wrzucił na Facebook? A może samemu takie coś wklepałeś na swojej tablicy, gdy ktoś Ci powiedział, że zgodnie z regulaminem serwisu Facebook, serwis ten ma prawo dysponować treściami (np. zdjęciami), jakie na niego wrzucasz.

W odpowiedzi na nową politykę FB informuję, że wszystkie moje dane personalne, ilustracje, rysunki, artykuły, komiksy, obrazki, fotografie, filmy itd. są obiektami moich praw autorskich (zgodnie z Konwencją Berneńską). W celu komercyjnego wykorzystania wszystkich wyżej wymienionych obiektów praw autorskich w każdym konkretnym przypadku wymagana jest moja pisemna zgoda!

Skąd wziął się taki „krypto-prawny” łańcuszek? Otóż większość użytkowników tego serwisu społecznościowego nie przeczytało regulaminu Facebooka, zakładając konto. Nagle… bardzo się zdziwili, że wszystko, co umieszczają na swoich tablicach, staje się de facto własnością serwisu Facebook (także np. zdjęcia). Wrzucanie takiego oświadczenia, było swoją drogą wyrazem kolejnego „nieprzeczytania” regulaminu Facebooka i nie zabezpieczało użytkownika w żaden sposób. A jakie to niesie szersze konsekwencje? Wyobraźmy sobie, że wrzuciłeś zdjęcie swojej żony na plaży w wyjątkowo skąpym bikini na swoją tablicę. A teraz wyobraź sobie, że właściciel agencji towarzyskiej w Holandii zakupił w celach reklamowych zdjęcia dziewczyn w bikini w jednym z banków zdjęć, który należy do Facebooka i do czego Facebook ma prawo — wykorzystano zdjęcie Twojej lubej. Niemożliwe? Odsyłam do regulaminu serwisu Facebook.

Wróćmy jednak do meritum. Skoro jest jakiś serwis społecznościowy i jest jakiś regulamin to „teoretycznie” każdy, kto chce z usług określonej platformy korzystać, powinien przeczytać przy zakładaniu konta dokument, na którego postanowienia wyraża zgodę. Czy jednak czytasz także regulaminy poszczególnych aplikacji? Wyrażając zgodę na „coś tam w regulaminie”, aby zagrać w ulubioną grę, często zezwalasz zewnętrznym aplikacjom na to, aby przejęły kontrolę nad twoim kontem/profilem. Tak prywatnie, jak i biznesowo może to mieć opłakane skutki.

Pamiętaj jednak o rzeczy kluczowej. Facebook jest serwisem znanym. Kilkanaście milionów ludzi w Polsce go używa. A co jeśli założysz profil na mniej znanym portalu, na kilkunastu/kilkudziesięciu portalach? No cóż, będę pierwszym, który zgłosi się do Ciebie po odbiór nowiutkiego iPhone 7.

Jeśli jakiekolwiek poruszone we wpisie zagadnienie jest niejasne proszę napisz komentarz. Postaram się pomóc i rozwiać wątpliwości. Jeśli wpis wydaje Ci się interesujący i uważasz, że może być przydatny, będę wdzięczny za polubienie lub udostępnienie klikając w któryś z przycisków na dole :-). Dziękuję 🙂

3

Komentarz

Skomentuj