Jak za darmo stukrotnie zwiększyć zasięg swojej reklamy na Facebooku. Poradnik praktyczny

Reklama na Facebooku ma zasadniczo tylko jedną wadę: trzeba za nią płacić. W tym wpisie pokażę ci, w jaki sposób zbudować dźwignię, która sprawi, że zasięg twoich reklam zwiększy się minimum stukrotnie. Dźwignię tę nazwałem „piramidą sprzedaży poprzez dawanie wartości”. Moje doświadczenie i obserwacje pokazują, że jej umiejętne wykorzystanie pozwala dotrzeć do co najmniej kilkuset tysięcy użytkowników Facebooka w ciągu 7 dni od rozpoczęcia jej stosowania. W ciągu miesiąca darmowa reklama dotrze do około miliona użytkowników Facebooka. Zainteresowany? No to zaczynamy!

Standardowo zrobiona reklama na Facebooku działa w taki sposób, że kierujemy odbiorcę do naszej witryny internetowej np. sklepu internetowego czy na landing page. Niestety, jeśli nie posiadasz bardzo dobrze przygotowanej grupy odbiorców (przykład TUTAJ), takie działanie może być mało skuteczne. Alternatywą dla braku bardzo dobrze opracowanej grupy odbiorców jest maksymalne zwiększenie zasięgu reklamy. Ta droga jednak wiąże się z tym, że potrzeba ogromnych środków na reklamę — często większych niż przewidywany zysk ze sprzedaży określonego produktu lub usługi. Koło się zamyka.

Sprzedaż wartości i płacenie kontaktami

Wyjście z tego, wydawało by się błędnego koła, jest możliwe, ale wymagać będzie nieco wysiłku. Stanowi je technika, którą nazywam sprzedażą wartości. Sprzedajemy konkretną wiedzę (coś niematerialnego), a osoby zainteresowane jej otrzymaniem nie płacą za nią pieniędzmi, lecz kontaktami. To trochę tak, jakbyś każdemu z twoich znajomych na Facebooku zaoferował określoną dawkę wiedzy, a w zamian zamiast pieniędzy otrzymał gwarancję, że osoba taka zareklamuje ciebie na swojej tablicy. Proces taki można w pełni zautomatyzować, co z kolei przełożyć się może na niesamowity wzrost liczby pozyskanych kontaktów na liście mailingowej i ogromną wirusowość twojej reklamy. Postaram się omówić to na własnym przykładzie. 

Prowadzę bloga w ramach strony internetowej jednej z moich książek, „Biblii taniego latania”. Standardowo blogi „produktowe” są tak skonstruowane, aby poprzez ciekawe treści przyciągać potencjalnych nabywców do produktu i dzięki temu być może osoby takie dokonają zakupu — jeśli na blogu je odpowiednio wyedukujemy. Jest to metoda dobra, ale niestety bardzo czasochłonna. Wyobraźmy sobie jednak sytuację następującą. Oferujesz dostęp do określonej bardzo cennej treści za którą normalnie mógłbyś wziąć sporą kwotę — niech to będzie ebook albo wpis na blogu, w którym wyjaśniasz określony problem. Aby uzyskać dostęp do tej treści, użytkownik musi udostępnić treść, jaką ty wybierzesz (może to być ten wpis na blogu, a może to być określona reklama, wideo, cokolwiek zechcesz). Jeśli użytkownik nie udostępni określonej treści publicznie, tak aby jego znajomi  to zobaczyli, nie otrzyma dostępu.

Zobaczmy, jak to wygląda w moim przypadku. Napisałem jakiś czas temu artykuł na temat tego, jak wynająć samochód za grosze w czasie podróży wakacyjnych. Znajdziesz go TUTAJ. Jak zauważysz, artykuł jest podzielony na dwie części. W części pierwszej omawiam, jaką wartość otrzyma czytelnik i czego się nauczy. Poniżej zamieściłem wideo z zaproszeniem do zapoznania się ze szkoleniem. Znajduje się w nim informacja, że aby uzyskać dostęp do materiału, należy udostępnić treść na swoim Facebooku. Co istotne treścią tą nie jest ten wpis na blogu, lecz informacja o innym prowadzonym przeze mnie szkoleniu. Kluczowe jest to, że link, który będzie udostępniany (niekoniecznie na Facebooku — możesz wybrać dowolne social media np. Twitter, Linkedin, G+), może być dowolnym linkiem — ty decydujesz. Możesz polecić w ramach „wynagrodzenia” za dostęp udostępnienie praktycznie każdej treści i linku do dowolnej strony internetowej w dowolnym social media. W moim przypadku wystarcza mi tylko udostępnienie treści na Facebooku, więc całość wygląda jak na obrazku poniżej — a jeśli chcesz nauczyć się, jak wynająć samochód za grosze, to zapraszam do lektury. 🙂

Zrzut ekranu 2016-05-27 o 13.20.02

Dodatkowe plusy: 

Co szalenie istotne opisywane rozwiązanie nie tylko sprawia, że nagle masz wirusowe treści, które sam wybierzesz. Jeśli umiejętnie skonfigurujesz, to narzędzie (zob. niżej) to w ciągu kilku tygodni niemal każdą stronę internetową, jaką założysz, jesteś w stanie wypromować tak, że „wygrasz internety”. Jak to możliwe? Otóż taka promocja ma następujące plusy:

  • „Podawane dalej” treści są przez skrypty Facebooka uznawane za ciekawsze, zatem twój fanpage jest promowany i trafia za darmo do kolumny po prawej stronie ekranu „polecane strony” — nie płacisz za reklamę, gdyż Facebook cię promuje jako bardziej „social”. Raz nakręconą spiralę wirusowości trudno zatrzymać. Możesz być pewien, że nagle strona zacznie pojawiać się w proponowanych przez Facebook jako ciekawe i co ważne będzie ona także przez serwis odpowiednio opisana np. „29 twoich znajomych już lubi stronę www.FajnySklep.pl”. Innymi słowy otrzymujesz za darmo reklamę na Facebooku, którą robi za ciebie Facebook.
  • Jesteś świetnie indeksowany przez Google. Wyobraź sobie, że masz produkt np. szkolenie online na temat zdrowej diety. Setki osób podały dalej informację o nim (aby uzyskać dostęp np. do ebooka pt. „Schudnij 10 kg w tydzień”). Dla Google jesteś nagle niezwykle popularny — setki osób mówi publicznie o twojej treści w różnych social media. Ludzie udostępniają cię na Facebooku, Twittują o tobie, twoje wideo zyskuje polubienia na YouTube. Twoja strona pnie się w górę w wynikach wyszukiwania i trafia na główną stronę Google! Co ważne Google będzie co jakiś czas odświeżać rankingi stron, a dzięki wirusowości twoja strona nie spadnie w rankingach wyszukiwania. 

Skuteczność widoczna w statystyce

Dlaczego „kupowanie wartości reklamą” jest tak skuteczne? Policzmy to. Średnio każdy z nas ma około 200 znajomych na Facebooku. Osoby, które aktywnie działają w sieci np. blogerzy, szkoleniowcy itp. mają często ponad 1000 znajomych. Rzuć okiem na profile osób, które chciałbyś, aby cię zareklamowały. Zauważysz, że mają często tysiące znajomych oraz setki, jeśli nie tysiące, „obserwujących” ich internautów. Co szalenie istotne osoby te autentycznie ich czytają i liczą się z ich zdaniem. Są to influencerzy w skali mikro, a czasami makro. Jeśli zaoferujesz takiej osobie deal w postaci: „rozwiążę  Twój problem moim ebookiem, a Ty mnie zareklamuj jednym kliknięciem”, bardzo szybko przekonasz się, że statystyki google analitics wystrzelą w górę. Zobaczmy, jak to wygląda w statystyce (podane liczby są zaczerpnięte z przeprowadzonej przeze mnie kampanii reklamowej)

Budżet reklamowy: 200 zł

Czas trwania kampanii reklamowej: 10 dni (20 zł dziennie)

Ilość kliknięć przekierowujących do witryny, gdzie był do pobrania ebook: 982 kliknięcia (0,20 gr za kliknięcie). Tak dobry współczynnik wynikał z faktu, że po prostu ebook był wcześniej odpłatny, a osoba, dla której kampania była robiona, oddawała go „za darmo” w ramach promocji. Co ważne ebook był już publikacją mającą swoje lata i po prostu się nie sprzedawał.

Liczba „transakcji”: 749— przez to rozumiem liczbę osób, które udostępniły treść, jaką nakazał udostępnić twórca kampanii. Treść była udostępniana w serwisach: Facebook, Twitter, Linkedin.

Liczba osób (nowych klientów), które „z polecenia” weszły na stronę docelową i zapisały się na newsletter: 10 283 osoby. Tylu NOWYCH klientów udało się pozyskać. Czy ta liczba cię przeraża i wydaje ci się duża? Owszem, jest taka. Ile musiałbyś wydać na reklamę, aby uzyskać tyle osób na swojej liście mailingowej w 10 dni? Bazując na swoim najlepszym doświadczeniu mogę powiedzieć, że w branżach wysokokonkurencyjnych koszt pozyskania realnego kontaktu to minimum 1 zł. Czyli… musiałbyś wydać ponad 10 tysięcy złotych. Jak to możliwe, że udało się uzyskać ten sam efekt za 200 zł? Policzmy: skoro 749 osób podało reklamę na swojej tablicy z adnotacją (którą sam reklamodawca może ustawić) jak na obrazku poniżej, to… wystarczyło, że 14 znajomych każdej z tych 749 osób się zapisało. Oznacza to, że wystarczyło, że twoja reklama wydała się interesująca mniej niż 10% znajomych osób, które udostępniły treści. Pamiętaj proszę, że to, co udostępniają nam znajomi, którym ufamy, jest zupełnie inaczej przez nas traktowane niż reklamy sponsorowane. W końcu wiral ma to do siebie, że jest wiralem. Jan Kowalski udostępnia post w zamian za ebook. Z 1000 znajomych Kowalskiego 100 wejdzie na stronę. Zapisze się 10% z nich, czyli 10 osób. Jednak z tych 1000 znajomych, część polajkuje, część udostępni, i spirala się nakręca. Powstaje efekt kuli śnieżnej, który — umiejętnie podsycany — bardzo szybko ogarnia Facebook. 

Zrzut ekranu 2016-05-27 o 13.39.03

Zasady tworzenia wartości

Aby osiągnąć tak spektakularne wyniki, oferowana wartość, np. ebook, szkolenie itp., musi spełniać określone normy. Mówiąc wprost: zadaj sobie pytanie, czy byłbyś na 100% zadowolony z treści, jaką oferujesz, gdybyś był po „drugiej stronie internetu”. W zamian za otrzymaną treść zostałbyś ambasadorem marki lub produktu. Aby tak się stało, treści muszą spełniać następujące warunki:

  • Być świetnie przygotowane pod kątem merytorycznym i napisane w sposób, który będzie zrozumiały dla odbiorcy. 
  • Być zredagowane pod kątem językowym i gramatycznym. Nie ma nic gorszego niż dobry merytorycznie tekst, w ktUrym znajdziesz błENdy jENzykowe.
  • Oferowana wartość musi być wartością w opinii „klienta”. To, jakie ty masz wyobrażenie o tym, co „sprzedajesz”, nie ma znaczenia, jeśli dla rynku (klienta) będzie to niewiele warte. Skoro klient płaci ci tym, że daje ci reklamę, potraktuj go poważnie i daj mu coś, co będzie (w jego ocenie) warte tej reklamy. Absolutnie niedopuszczalne jest dawanie np. ebooka na 10 stron, gdzie połowa to reklamy twojej firmy. Spróbuj wyobrazić sobie następującą sytuację. Na ile wyceniłbyś się, gdybym zaoferował ci, abyś przed wszystkimi znajomymi chodził w koszulce reklamowej z nazwą mojego bloga + rozdawał ulotki zachęcające do wejścia na moją stronę internetową? Reklama na tablicy Facebooka, która jest coraz częściej elementem naszej wirtualnej tożsamości (a nawet strefą intymną) jest równoważna z reklamą w realnym świecie. Szanuj tą przestrzeń i doceń, że ktoś chce ciebie reklamować. Pamiętaj, że na Facebooku mamy mnóstwo spamu i wirusów. Ktoś, kto udostępnia twoją reklamę, niejako ręczy za treści, w jakie klikną jego znajomi
  • Treści muszą natychmiast docierać do obiorcy oraz natychmiast rozwiązywać jego problem. Należy unikać poczucia „naciągania”.
  • Treści muszą być maksymalnie łatwe do uzyskania. Nie każ odbiorcy kombinować i rozwiązywać problem kwadratury koła, aby mógł coś pobrać (niżej o tym więcej).
  • Treści muszą być zgodne z prawem i podane w sposób prawa niełamiącego (będzie o tym kolejny wpis)

Krok po kroku, jak to zrobić od strony technicznej

Na początek dobra wiadomość. Jeśli masz już ebooka/wpis na blog i stronę internetową postawioną na wordpressie, to konfiguracja  całości jest banalna. Ja korzystam z wtyczki Social Locker. Możesz ją pobrać TUTAJ . Przez pierwsze 7 dni wtyczka jest zupełnie za darmo, potem należy zapłacić za nią 25 dolarów.

UWAGA: Zamieściłem mój link partnerski. Jeśli kupisz z mojego linka, to dostanę od każdego zakupu, jaki dokonasz 30%. 🙂 Z twojej perspektywy nie ma różnicy, czy kupujesz z mojego linka czy też nie — po prostu, jeśli nie kupisz z mojego polecenia, nie dostanę prowizji, a ty i tak zapłacisz 25 dolarów.

Wróćmy do konfiguracji. Po instalacji wtyczki mamy dwa rodzaje uzyskiwania danych od klienta. Nas interesuje Social Locker (drugi na liście niżej).

Zrzut ekranu 2016-05-27 o 14.26.34

Co istotne edytować możemy treść, jaką użytkownik udostępni na swojej tablicy, opis linku, grafiki itp. Oczywiście możemy wybrać także sam link, do którego ma prowadzić wyświetlana reklama. Może to oczywiście być link do naszego landing page’a np. z darmowym ebookiem, ale równie dobrze (moim zdaniem to sensowniejsze) można wstawić link do dowolnej reklamy, a nawet do samego sklepu internetowego. Co istotne mamy duży wybór tego, gdzie ma być publikowana treść, jaką chcemy udostępnić. Zerknijmy, jakie mamy social media do wyboru. Jeśli twoim zdaniem treść, którą dajesz w zamian za udostępnienie  reklamy, jest wartościowa (np. książka, która kosztuje 50 zł), to możesz wymagać, aby użytkownik umieścił twój link wszędzie. 

Zrzut ekranu 2016-05-27 o 14.27.26

Tutaj jednak sugeruję uważać. Po pierwsze nie każdy jest YouTuberem. Po drugie łatwo „przesadzić”, jeśli chodzi o ilość social media. Najlepiej wybierz maksymalnie trzy (polecam: Facebook, Twitter oraz Linkedin). Dzięki temu konwersja będzie najlepsza. Z drugiej strony Google doskonale indeksuje YouTube, więc publikacja na tym medium bardzo może podnieść pozycję twojej strony w wynikach wyszukiwania — zwłaszcza jeśli działasz w bardzo konkurencyjnej branży i jesteś w niej nowy. 

Zabezpieczenie np. wpisu na blogu przy użyciu Social Locker jest banalne. Sprowadza się do zaznaczenia tekstu, który chcemy zabezpieczyć i… kliknięcia w „zabezpiecz”. Efekt finalny możesz zobaczyć np. na moim blogu, który już cytowałem. Kliknij TUTAJ i zobacz, jak wygląda zabezpieczona treść. Jeśli chcesz zobaczyć, jak wygląda „odbezpieczanie” treści — zapraszam do wideo-szkolenia 🙂

Narzędzie udostępnia bardzo dokładne statystyki. Wiemy, ile osób kliknęło, ile udostępniło. Dzięki temu możemy niemal „na żywo” obserwować wiralowość naszych treści. Wszystko, co robimy, możemy w na żywo podglądać — łącznie z wyglądem okienka blokady, które możemy w pełni dostosować kolorystycznie.

Zagrożenia

Taka forma reklamy daje ogromne możliwości. Trzeba jednak pamiętać o tym, aby działać uczciwie. Nie nakazuj osobie, która dostaje coś od ciebie, aby na swojej tablicy publikowała po prostu SPAM. Czym innym jest np. informacja o tym, że zapisując się na listę mailingową, można dostać darmowy ebook, a czym innym bezpośredni link do sklepu internetowego z napisem „KUPIŁEM u NICH najlepszy sprzęt EVER! Ludzie kupujcie tam albo was ze znajomych usunę”. Skoro czytasz mój blog — raczej nie trzeba tego tłumaczyć. 🙂

Podsumowanie

Prezentowana forma reklamy należy do jednej z najskuteczniejszych. Po pierwsze dajemy klientom „za darmo” określoną wartość, za którą są wdzięczni. Po drugie sprawiamy, że stają się oni (bardziej lub mniej świadomie) ambasadorami naszej marki. Jeśli zobaczysz na mojej tablicy, że coś udostępniam i chwalę to, przecież nie będziesz mnie pytał o to, dlaczego coś udostępniłem — raczej uznasz, że pewnie firma jest OK, skoro Dudek polecił i skorzystał. Oczywiście pytaniem otwartym pozostaje to, w jaki sposób wykorzystasz ten model reklamy i czy będą ci bliskie, czy też nie, zasady etyki i dobrego smaku. 

.

Mam nadzieję, że powyższy wpis będzie dla ciebie przydatny i (być może) zmieni nieco twoje podejście do tego, w jaki sposób twoja firma powinna istnieć na Facebooku. Pamiętaj proszę, że nie mam monopolu na prawdę i nie wszystko, co napisałem może mieć przełożenie na twój indywidualny przypadek.  Jeśli zachęciłem cię do nauki i lektury kolejnych wpisów na moim blogu, to tym większa dla mnie radość. Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś/aś, zapraszam do lektury poprzednich wpisów. Jeśli chcesz być na bieżąco z kolejnymi wpisami, gdzie krok po kroku będę zdradzał tajemnice reklamy w social media, tworzenia grup docelowych, analizy danych i nie tylko, to polub fanpage bloga na Facebooku (o TUTAJ) lub zapisz się do newslettera (w prawym górnym rogu strony).

.

Staram się w miarę możliwości jasno przekazywać wiedzę, ale zdaję sobie sprawę, że nikt nie jest doskonały. Jeśli coś jest niejasne — po prostu zadaj pytanie w komentarzu. Postaram się na bieżąco odpowiadać.  Jeśli uważasz, że ten wpis jest ciekawy, podziel się nim, korzystając z odpowiedniego przycisku na dole strony! 🙂 Dziękuję. 🙂

1

Komentarz

Skomentuj