Jak zarabiać na Fanpage’u? Budowanie społeczności wokół marki — poradnik praktyczny

Dotychczas sporo miejsca poświęciłem na blogu temu, w jaki sposób prawidłowo założyć fanpage na Facebooku (osobny wpis/instrukcję znajdziesz TUTAJ) oraz sporo miejsca poświęciłem temu, jak ważne jest, aby zbierać realnych fanów, a w żadnym wypadku nie kupować „lajków”. To zagadnienie interesowało mnie raczej od strony statystyki, tzn. wykorzystania fanpage’a jako źródła wiedzy o klientach. W tym wpisie postaram się pokazać ci, jak krok po kroku budować społeczność wokół własnej firmy/marki oraz w jaki sposób po pierwsze angażować fanów, po drugie kontaktować się z fanami, a po trzecie i najważniejsze sprawić, aby każdy z twoich fanów został ambasadorem twojej marki lub produktu. W końcu finalnym etapem takich działań jest monetyzacja fanpage’a, czyli mówiąc wprost: sprzedaż produktu lub usługi twoim fanom.

Po co ci fanpage?

Jakkolwiek może wydawać się to dziwne, większość firm nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie. Bardzo często fanpage jest zakładany na zasadzie „skoro wszyscy mają, to ja też założę”. O tym, jak głupie jest takie podejście, pisałem w osobnym artykule: TUTAJ. Załóżmy jednak, że jesteś w gronie osób, które świadomie korzystają z Facebooka i traktujesz fanpage jako element z jednej strony strategii reklamowej, a z drugiej jako medium kontaktu z klientami. W przypadku biznesowego podejścia do istnienia na Facebooku powinieneś zwrócić uwagę na następujące elementy, które rozwinę w dalszej części tego wpisu:

  1. Fanpage to nie Funpage! Poczucie humoru jest rzeczą dobrą, ale okazjonalnie, a nie permanentnie.
  2. Fanpage to miejsce, które ma gromadzić osoby zainteresowane twoją firmą lub marką. Nie ściągaj na niego ludzi, którzy zainteresowani nie są. Zastanów się czy ma sens, aby 200 twoich znajomych z Facebooka cię polajkowało. Takie „friends-lajki” mogą tylko utrudnić ci życie. Zobacz więcej w moim wpisie na temat analizy fanów i klientów — TUTAJ.
  3. Fanpage jest dla twoich klientów. Treści na nim muszą być interesujące dla nich, a nie dla ciebie.
  4. Fanpage to kanał komunikacji z klientami. Poprzez komunikację rozumiemy zaś przede wszystkim słuchanie. Jeśli chcesz założyć Fanpage tylko po to, aby zbudować wokół siebie „kółko wzajemnej adoracji”, które przerodzi się w „klub schamiałego narcyzmu” nie zakładaj Fanpage’a.
  5. Fanpage służy przede wszystkim do dawania wartości, a dopiero potem do sprzedaży miękkiej. Wrzucanie na fanpage firmy oferty nowego produktu z hasłami zachęcającymi do zakupu bez przygotowania fanów na ten krok jest równie mądre, jak walenie głową w ścianę — jest też tak samo zyskowne.

Fanpage czy funpage

Budowa własnej społeczności skupionej wokół marki to proces długotrwały. Można go oczywiście skrócić, niestety zazwyczaj droga na skróty prowadzi do katastrofy. Najbadziej prymitywną metodą skracania sobie drogi do posiadania dużego fanpage’a (pytanie, czy lepiej, aby był duży, czy też aby był wartościowy, także z materialnego punktu widzenia) jest kupowanie fanów lub proszenie kogoś, aby polajkował. Jeśli masz dużo znajomych na Facebooku, którzy chętnie „zrobią ci dobrze”, lajkując fanpage twojej firmy, nie wykorzystuj ich hojności  — to bez sensu. O tym za chwilę. Załóżmy jednak, że świadomie chcesz gromadzić osoby, które w jakiś sposób identyfikują się z twoją marką lub produktem. Zależy ci jednak na tym, aby fanpage był duży (nie ma  w tym nic złego — mężczyźni mają wszak obsesję posiadania dużych rzeczy, a kobiety lubią mężczyzn, którzy takowe posiadają — mam tutaj na myśli oczywiście domową bibliotekę). W jaki sposób uzyskać gwałtowny wzrost fanów? Jedna z najbardziej skutecznych i jednocześnie niebezpiecznych metod jest metoda, którą można nazwać: Funpage. Niestety nieumiejętne jej zastosowanie sprawia, że… firma po prostu się kompromituje.

Anatomia funpage’a. Technika funpage’a zakłada wrzucanie od czasu do czasu (z naciskiem na OD CZASU do CZASU) np. raz w miesiącu zabawnej grafiki lub filmu, który stanie się wiralem i będzie miał dziesiątki tysięcy udostępnień. Jest ona niezwykle skuteczna i jednocześnie… prawie zawsze się nie udaje (zwłaszcza małym firmom). Z psychologicznego punktu widzenia jest ona niezwykle atrakcyjna. Śmiech jest jednym z najsilniej oddziałujących na nas bodźców. Jeśli w oceanie hejtu, którym jest zalewany internet, wywołamy uśmiech na twarzy odbiorcy, to mamy dużą szansę na to, że trafimy do jego serca, a w przyszłości do portfela. Aby ta taktyka zadziałała, musisz jednak spełnić (a właściwie twój wiral) kilka warunków. Pominięcie chociażby jednego z nich gwarantuje katastrofę:

  • Grafika lub film nie mogą nikogo obrażać.
  • Żadnych podtekstów seksualnych, rasistowoskich itp. Słowem: grafika nie może  być „przeciwko” osobie lub grupie.
  • Aby wiral stał się wiralem, musi być zrozumiały dla ogółu odbiorców.
  • Twój wiral musi odnosić się do powszechnie znanych wydarzeń i najlepiej, aby prezentował je w krzywym zwierciadle.
  • Twój wiral musi łączyć się z twoją firmą/marką.
  • Wiral będzie tak skonstruowany, że będą się z niego śmiać wszyscy, którzy go zobaczą, ale fanpage, który go udostępnił, polajkują tylko te osoby, które są zainteresowane produktem lub usługą. Innymi słowy dziesiątki tysięcy ludzi lajkują i udostępniają obrazek, robiąc darmową reklamę, ale fanpage lajkuje tylko kilkadziesiąt/kilkaset osób lub np. jedna osoba spośród znajomych osoby, która udostępniła grafikę.
  • Twój wiral musi być w pełni zrozumiany w ciągu 3 sekund od jego obejrzenia, ale nie może być banalny. Musi wywołać u odbiorcy potrzebę refleksji (przemyślenia przekazywanej treści) i musi wywoływać uśmiech dopiero w oparciu o tę refleksję, jakiej odbiorca musi doświadczyć.

Po przeczytaniu tej listy wydawać by się mogło, że stworzenie wiralu, który będzie zabawny i sprawi, że twój fanpage polajkują  tylko osoby zainteresowane twoim produktem jest niemal niemożliwe. Czyżby? A co sądzisz o grafice poniżej:

Zrzut ekranu 2016-05-23 o 11.51.44

.

Pamiętasz zapewne sytuację, kiedy kilka miesięcy temu (wiosną 2016 roku) w prezydenckiej limuzynie pękła opona i przez wszystkie media przetoczyła się ogromna dyskusja na temat stanu technicznego samochodów dla VIP-ów w Polsce. Jednocześnie wybuchła „afera” , gdy w jednym z gimnazjów jakiś uczeń na drzwiach toalety napisał „Andrzej Dupa”. Rodzice byli wzywani do szkoły i prowadzono dochodzenie, kto ośmielił się ośmieszyć prezydenta. Tym, czy nie obrażono prezydenta, zainteresowała się nawet prokuratura. Ten fakt także podchwyciły niemal wszystkie media, podkreslając nadgorliśwość pedagogów. Więcej o tym możesz poczytać np. TUTAJ. Mamy zatem taką oto sytuację i… kreatywnego właściciela zakładu wulkanizacyjnego z Warszawy. Jak sądzisz, czy taka grafika reklamowa, jak ta powyżej, wypuszczona w opisanej sytuacji cieszyła się zainteresowaniem? Oglądasz wyżej jeden z najskuteczniejszych zabawnych wirali ostatniego roku. Co ważne fanpage zakładu wulkanizacyjnego polubiły tylko osoby, które potrzebowały opon. Udostępniali obrazek zaś wszyscy. 

Tak zrobiona zabawna grafika gwarantuje sukces. Jeśli nie masz pomysłu na to, aby twój wiral spełniał wszystkie opisane wyżej punkty — po prostu nie wprowadzaj na swoim fanpage’u strategii funpage. Przegrasz już na starcie. Nie zamorduj swojego firmowego fanpage’a kiepskim poczuciem humoru, no chyba że twoim marzeniem jest to, aby pojawić się na głównej stronie portalu „Wiocha.pl”.

Nie największy lecz najbardziej angażujący

Jednym z najczęstszych błędów, jaki popełniają marketerzy, którzy próbują wypromować produkt lub usługę, jest stawianie na wielkość fanpage’a. Moim zdaniem jest to problem bardziej mentalny niż „realny”. Otóż, bardzo trudno jest przyjąć do wiadomości, że wielkość strony na Facebooku nijak ma się do rzeczywistej jakości osób na niej skupionych. Działa tutaj dość prosta psychologia: „Skoro średnia wielkość fanpage’a w mojej branży to 20 tys. osób, to ja muszę mieć co najmniej tyle, a najlepiej dwa razy tyle! Jestem nową firmą i muszę czymś się wyróżnić!” I tak dalej, i tak dalej… Mówiąc wprost — to kompletna bzdura. Po pierwsze twoim celem nie jest doprowadzenie do sytuacji, kiedy każda osoba, która wejdzie na twoją stronę internetową lub na twój fanpage od razu cię polubiła. Po co? Atakowanie klienta wyskakującym pop-upem z oczomorderczym napisem: „polub nas na Facebooku” jest po prostu głupie. No, chyba że zakładasz, iż twój potencjalny klient jest idiotą i nie poradzi sobie z odnalezieniem wysuwanego paska z ikonką Facebooka. Dobry fanpage to taki, który lubią ludzie rzeczywiście zainteresowani albo produktem/usługą, albo komunikacją z tobą. Dzięki temu będziesz mógł osiągnąć rzeczywiste korzyści ze swojego fanpage’a w zakresie bezpośredniej sprzedaży twoim fanom bądź też będziesz mógł wykorzystać fanpage jako podstawę do szukania podobnych klientów. Pisałem o tym więcej w osobnym artykule: Small Big Data – jak dowiedzieć się wszystkiego o Twoich klientach?

Posłużmy się moim blogiem, który właśnie czytasz. Założyłem go 3 tygodnie temu. W tym czasie odwiedziło go ponad 12 tysięcy użytkowników (swoją drogą szczęka mi opadła, że tak dużo…). A czy wiesz, ilu mam  fanów na Facebooku? Nieco ponad 500! Oznacza to, że tylko co dwudziesty czwarty internauta uznał, że warto polubić mnie na Facebooku.

Zrzut ekranu 2016-05-23 o 16.40.39

.

I nie narzekam z tego powodu. Oczywiście, jeśli polubisz mój blog na Facebooku, będzie mi miło, ale nie o tym teraz. Wróćmy do meritum. Duży fanpage ma pewną zasadniczą wadę. Im masz większy fanpage, tym mniejszy zasięg mają twoje posty. Algorytm Facebooka jest tutaj nieubłagany. Mniej więcej prezentuje się on w taki sposób jak na wykresie poniżej. UWAGA: Wykres ten wykonałem w oparciu o moją najlepszą wiedzę i obserwacje. Nie mogę zagwarantować jednak, że dane na nim prezentowane są zawsze i w przypadku każdego FanPage prawdziwe. Wykres zakłada, że nie będzie istotnych reakcji fanów (komentarzy, lajków itp. na wstawianą treść).

 Zrzut ekranu 2016-05-23 o 17.24.49

.

Mówiąc wprost: im większy jest twój fanpage, tym mniejszy zasięg postów, które wstawiasz. Przy fanpage’u na poziomie 10 tys. fanów to, co piszesz na nim,  zobaczy około 1500 osób. Przy fanpage’u na poziomie 100 tys. fanów… zaledwie około 5 tys. osób. Jeśli chcesz dotrzeć do większego grona, musisz po prostu zapłacić. Ważne: Powyższy wykres wykonałem przy założeniu, że nie wrzucono postu, który ma być wiralem, lecz treść standardową i liczba polubień dla tego postu nie odbiega od normy, tzn. od ilości polubień i udostępnień innych postów o określonej tematyce. Pytanie zatem: czy lepiej mieć 100 tys. fanów i docierać do 5 tys., wśród których tylko ułamek to osoby zainteresowane tym, co im wyświetlasz, czy też może lepiej mieć 1000 fanów i docierać do wszystkich? Zobaczmy, jak to wygląda w przypadku fanpage’a mojego bloga. Zauważysz, że… liczba osób, do których docierają treści umieszczane na nim, jest znacznie większa niż liczba fanów, mimo że na reklamę nie wydaję ani grosza. Zobaczmy na ostatni z postów, jaki umieściłem. 

Zrzut ekranu 2016-05-23 o 23.42.10

.

Liczba moich fanów wynosiła w chwili robienia tego zrzutu ekranu 512. Post dotarł do… prawie 6 tysięcy osób. Oznacza to, że treść zobaczyło dwanaście razy więcej osób, niż lubi mój fanpage. I właśnie o to chodzi! Nie liczy się liczba fanów, lecz ich jakość (przepraszam, że tak was uprzedmiotawiam, ale zależy mi, abyś zrozumiał, drogi czytelniku, jak najlepiej to, co chcę ci przekazać).

Dawanie wartości — treści muszą być interesujące

Jeden z najczęściej popełnianych błędów przez osoby prowadzące fanpage jest przekonanie, że wiedzą oni lepiej, jakie treści będą interesujące dla fanów. „No bo skoro ktoś polubił FanPage, to a priori będzie mu się wszystko co umieszczam podobało!” — nic bardziej mylnego. Jakkolwiek brutalnie by to nie brzmiało większość treści, jakie umieszczasz na fanpage’u jest po prostu mało interesująca dla twoich fanów. Nie chodzi o to, że te treści są złej jakości (mimo że często są), a o to, że jesteśmy zalewani oceanem informacji. Trzeba bardzo się postarać, aby dawać wartość czytelnikowi (fanowi) na takim poziomie, aby zechciał on zwrócić na ciebie uwagę. Jedynym sposobem, który na to pozwala, jest rozwiązywanie konkretnych problemów konkretnych osób. Przyjrzyj się mojemu blogowi — nie, nie popadam w samozachwyt. Raczej staram się pokazać mechanizm. Czytasz mój blog, gdyż uważasz, że będzie on dla ciebie użyteczny i (mam nadzieję) rozwiąże jakiś twój problem. Takim problemem może być np. niewielki budżet na reklamę (wolisz nauczyć się czegoś sam i wydać pieniądze w całości na reklamę, zamiast dzielić budżet na opłacenie dodatkowo np. agencji reklamowej), brak wiedzy o określonych mechanizmach Facebooka (np. jak sprzedawać przez fanpage), itp. Oczywiście, gdybym nie starał się rozwiązać twoich problemów lub nie zaspokajał twoich potrzeb (np. potrzeby wiedzy), to najpewniej uznałbyś, np. że „kolejny blog o tym jak zarobić, ale się nie narobić, w dodatku pewnie coś będzie zaraz sprzedawane”.

A teraz odwróćmy sytuację. Spójrz na swój produkt, sklep internetowy, blog — w końcu na swój fanpage. Następnie zadaj sobie pytanie, czy nie mógłbyś robić podobnie. Wyobraźmy sobie, że prowadzisz sklep ze szczotkami do czyszczenia toalet. Trudno wyobrazić sobie mniej seksowny produkt (nawet biorąc pod uwagę dewiacje wszelkiego typu) i jednocześnie bardziej nudny. OK! Dobrze mieć szczotkę do czyszczenia toalety, ale przeciętny obywatel RP niekoniecznie chciałby sobie zaśmiecać tablicę na Facebooku treścią „O! Jaka fajna szczotka do kibla! W promocji dzisiaj −10%”. Myślę, że w tym punkcie się zgodzimy. Czy jednak naprawdę nie da się nawet przy takim produkcie stworzyć ciekawej treści, która będzie miała mnóstwo lajków i udostępnień? A gdybyś tak na blogu swojego szczotkowo-toaletowego imperium zamieścił wpis zatytułowany tak jak poniżej:

Zrzut ekranu 2016-05-23 o 23.57.34

.

Teraz to wydaje Ci się ohydne? Owszem, możesz tak uważać. Zapewniam Cię jednak, że tysiące osób stają przed takim problemem co tydzień w niedzielę rano, gdy budzą się i chcąc skorzystać z toalety wdeptują w dziwną maź niewiadomego pochodzenia i stwierdzają, że „chyba nie należało mieszać wódki, piwa i soku z gumijagód o 5.00 nad ranem”. 

Treści na blogu, fanpage’u, gdziekolwiek, muszą być interesujące dla odbiorcy. Tylko tyle i aż tyle. Jeśli takie będą, to nawet fanpage z 100 fanów, którzy znajdą odpowiedź na swoje problemy w twoim poście sprawi, że sprzedaż wystrzeli w górę.

Słuchaj, kiedy do Ciebie rozmawiam — fanpage jako kanał komunikacji

Dobrze zrobiony fanpage to przede wszystkim kanał „nasłuchowy” dla twojej marki/produktu. Jakkolwiek może to być zaskakujące, ta prosta zasada wystarczy, aby zbudować zaangażowaną społeczność. Naturalnym jest, że ludzie wolą mówić niż słuchać. Skoro tak, to powinieneś nastawić się na interakcje, a treści,, jakie wrzucasz na swoją stronę na Facebooku, powinny być odpowiedzią na potrzeby zgłaszane przez twoich fanów. Nie chodzi tutaj bynajmniej o to, aby tworzyć rozbudowane ankiety i pytać ludzi, co chcą zobaczyć — zazwyczaj nie wiedzą albo też odpowiedzą ci coś, co w żaden sposób nie pasuje do profilu twojej działalności. Nie przeginajmy zatem w stronę ekstremum. Warto jednak planować publikację treści na swoim firmowym fanpage’u w oparciu o oczekiwania fanów. Jeśli raz w tygodniu zaproponujesz temat do dyskusji i napiszesz wprost, że „zbierasz materiały, aby ułożyć grafik publikacji na fanpage’u i chcesz, aby treści były interesujące dla odbiorców”, a następnie zaznaczysz, że „będziesz wdzięczny za każdy głos w dyskusji”, to możesz spodziewać się reakcji ze strony fanów (oczywiście jeśli są to fani „realni”, a nie babcia Genowefa, która z miłości do ciebie założyła Facebook i cię polubiła). Warto stymulować dyskusję wokół jakiegoś problemu. Możesz to zrobić w bardzo prosty sposób, kierując się kilkoma zasadami:

  • Odpowiadaj na każdy komentarz. Wystarczy, że napiszesz zwykłe „dziękuję”. Nie zawsze musisz wchodzić w dyskusję, ale podziękuj — efekt gwarantowany.
  • Jeśli z czymś się nie zgadzasz, to jak najbardziej wejdź w polemikę! To tylko ożywi dyskusję, a post będzie miał większy zasięg. UWAGA: nie chodzi o wykłócanie się dla idei wykłócania. Jeśli z czymś się rzeczywiście nie zgadzasz, daj temu wyraz.
  • NIE USUWAJ żadnych komentarzy z wyjątkiem spamu. To, że ktoś ma inne poglądy, nie znaczy, że musisz coś usuwać. Co więcej im więcej skrajnych głosów i im żywsza dyskusja, tym większy zasięg będzie miał Twój post. Facebook ma algorytmy, które potrafią wyświetlić post (dyskusję) na temat, który może potencjalnie zainteresować użytkowników, którzy nigdy o tobie nie słyszeli. Wyświetla się to po prawej stronie w kolumnie „proponowane strony”. Nic za to nie płacisz, a zasięg jest ogromny.
  • Stymuluj dyskusję drobnymi prezentami/gadżetami. Jeśli ktoś pokona cię na merytoryczne argumenty, uznaj swoją porażkę i napisz np. „Firmowa koszulka dla Kowalskiego za to, że pokazał mi błąd w myśleniu. Podaj na priv adres do wysyłki”. Możesz być pewien, że Kowalski zrobi sobie selfie i wrzuci na swoją tablicę + twój fanpage — materiał promocyjny nie dość, że darmowy, to jeszcze niezwykle skuteczny.

Oczywiście słuchanie nie ogranicza się do odpowiadania na komentarze i wpisy na twoim fanpage’u. Umieść na swojej stronie internetowej czy wizytówkach informację o fanpage’u i określ wyraźnie, że to kanał komunikacji równorzędny z telefonem. Odpowiadaj możliwie szybko na każdą wiadomość na priv. Warto przyzwyczajać klientów do tego kanału komunikacji. Facebook bardzo go rozwija w ostatnich miesiącach, wprowadzając urozmaicenia ułatwiające pracę: automatyczne odpowiedzi, notatki, etykiety (zob. niżej zrzut ekranu), etc.

Zrzut ekranu 2016-05-24 o 10.29.18

Prawdopodobnie w ciągu najbliższego roku nastąpi dynamiczny rozwój tej gałęzi Facebooka i komunikacja na linii klient–firma nabierze pełnowymiarowego wymiaru. Bardzo możliwe, że rozwój tego kanału komunikacji rozwinie się także w modelu B2B — zwłaszcza, gdy ruszy platforma Business Facebook (niezależny de facto portal społecznościowy do obsługi firm). Podczas analizy api oraz kodów źródłowych widać, że prace są zaawawansowane, przygotowywana jest najprawdopodobniej pełna integracja z takimi narzędziami jak: dropbox, komunikator slack (zintegrowany z facebook messengerem) czy niezależnymi programami do zarządzania zadaniami np. everynote. Naturalnie to jeszcze pieśń przyszłości, ale firmy najlepiej przygotowane do takiej integracji i działania w nowym środowisku — wygrają na rynku.

Sprzedać poprzez dawanie wartości — monetyzacja fanpage’a

FanPage jest jednym z najtrudniejszych mediów do prowadzenia sprzedaży. Powodem takiej mojej oceny jest fakt, że wszyscy próbują sprzedawać przez fanpage, i w konsekwencji Facebook powoli staje się supermarketem z odpadkami. Można odnieść wrażenie, że wiele firm traktuje swoje istnienie na Facebooku na zasadzie „Jak się coś uda sprzedać także tutaj, to dobrze, a jeśli nie, to nie szkodzi. Sprzedamy w sklepie internetowym”. Sprzedaż przez to medium nie musi być ani nachalna, ani bezskuteczna. Trzeba jednak prowadzić ją w umiejętny sposób.

Przede wszystkim musisz pamiętać, że fanpage nie służy do sprzedaży, lecz do komunikowania się z klientami i fanami oraz budowania społeczności. Oczywiście jeśli przy okazji coś sprzedasz, to świetnie. Jeśli zaś owo „przy okazji” zmieni się w regularną sprzedaż, to idealnie. Jedyną skuteczną techniką sprzedaży przez fanpage jest doprowadzenie do sytuacji, w której użytkownik zafascynowany treściami, jakie otrzymuje, nie tylko je polubi czy udostępni, ale zechce także dostać coś dodatkowego i za to coś zapłacić. Krokiem pierwszym jest zbudowanie spójnej strategii ukrytego przekazu reklamowego. Jeśli spojrzysz na największe marki, czy też dobrze prosperujące sklepy internetowe, to bez trudu zauważysz, że mają one jedną wspólną cechę — jasny i czytelny przekaz treści. Nie chodzi tutaj bynajmniej tylko o wysoką jakość treści, ale także o spójność kolorystyczną oraz wizualną. Jeśli popatrzysz na fanpage takich marek jak Pepsi, Coca Cola czy np. PolskiBus, to bez trudu zauważysz pewną spójność kolorystyczną, która sprawia, że określone układy kolorów czy określone grafiki są kojarzone z marką. Nie chodzi tutaj o logo czy o hasło reklamowe, ale o zbudowanie świadomości: kolory w określonym układzie = konkretna firma. Rzuć okiem na obrazek poniżej (fragment galerii z fanpage’a PolskiBus.com).

Zrzut ekranu 2016-05-24 o 13.09.03

.

Nawet osoba, która nie ma pojęcia o mechanizmach sprzedażowych, dostrzeże spójność kolorystyczną. Odpowiednio wiele razy powtórzony komunikat kolorystyczny zapada w pamięć.

Wezwanie do działania

Druga bardzo ważna sprawa to ustawienie przycisku wezwania do działania. Na jednym z moich fanpage’y ma on postać „Kup teraz”. Nie oznacza to, że jest to opcja najlepsza. Czasami lepiej wybrać „Zapis na newsletter” czy „Kontakt z nami”. Jeśli umieszczasz ten przycisk, to nie wrzucaj codziennie linku do swojego sklepu na fanpage. Przyjmij do wiadomości, że twój fan nie jest idiotą i skoro cię lubi, to poradzi sobie z tym, aby znaleźć przycisk „Kup teraz”, który wyświetla się tuż obok „Lubię to”. Pełną listę możliwości i rodzajów „Wezwań do działania” zobaczysz na grafice poniżej.

Zrzut ekranu 2016-05-24 o 13.28.46

Ważna sprawa: PRZETESTUJ działanie tego przycisku. Zdarza się wcale nie tak rzadko, że Facebook coś „urwie” z linku, jaki wklejasz, i przycisk nie będzie działał poprawnie.

.

Nie każdy lajk strony jest tak samo ważny

.

Wszystko ma dobre i złe strony. Mamy smaczne jedzenie i niesmaczne, dobre piwo i niedobre i w końcu dobre „lajki” i bardzo dobre. O co chodzi? Otóż każda osoba, która polubi twoją stronę domyślnie ma włączone „standardowe” polubienie. Ważne jest to, abyś przekonał swojego fana, aby zechciał wejść na twój fanpage i zmienić ustawienia „lubienia” strony na „Wyświetlaj najpierw” — zobacz grafikę poniżej.

Zrzut ekranu 2016-05-24 o 13.26.03

.

Następnie warto przekonać fana, aby w opcji „Powiadomienia” włączył sobie „Wszystkie posty”. Szalenie istotne jest to, kiedy dopiero zakładasz fanpage i te opcje teoretycznie nie są ci potrzebne. Otóż początkowo (do pierwszych kilkuset fanów) wszyscy, którzy mają włączony Facebook w chwili, gdy wrzucasz treść, zobaczą go. Gdy fanpage rośnie, zmniejsza się ta proporcja — zob. diagram wyżej. Jeśli uda ci się przekonać użytkownika, aby ustawił sobie powiadomienia z twojego fanpage jak na grafice wyżej — zobaczy on twoją treść, nawet jeśli będziesz miał setki tysięcy fanów. Takie ustawienie zmusza bowiem algorytm Facebooka, aby wyświetlał poza kolejnością użytkownikowi treści, jakie umieszczasz na swojej stronie. W przyszłości będziesz mógł omijać kolejne obostrzenia w ilości wyświetlanych twoim użytkownikom postów i będziesz miał(a) za darmo większy zasięg. Jeśli Twoje treści są wysokiej jakości — bez trudu przekonasz czytelnika, że warto być na bieżąco i po prostu wykonać te dwa kliknięcia. 

Elite Club — sprzedaż przez poczucie wyjątkowości

W końcu możesz oczywiście umieścić na fanpage’u ofertę nowego produktu/usługi. Zawsze jednak podkreśl, że po pierwsze jesteś wdzięczny twoim fanom, że z tobą są i dlatego jako pierwsi mają prawo dokonać zakupu. Tak, prawo — klient to wbrew pozorom nie jest nieomylna istota boska, ale partner w interesach. Jeśli dostarczasz produkt/usługę wysokiej jakości i do tego dasz mu szansę zakupić w przedsprzedaży przez fanpage oraz dodatkowo z wdzięczności, że z tobą jest (AUTENTYCZNEJ wdzięczności) dasz mu coś ekstra (np. darmową wysyłkę), to transakcja niemal pewna. Staraj się unikać na fanpage’u „cenodajstwa”, czyli „rabatu dla fanów”. Jeśli ktoś cię polubił, jest częścią twojej społeczności, aktywnie się udziela na twoim fanpage’u, to dawanie mu 5 zł rabatu jest w najlepszym wypadku komiczne, a w najgorszym obraźliwe. Jeśli ktoś spędza z tobą kilkanaście godzin rocznie, lajkując, udostępniając, dyskutując, to nie wyceniaj tego poświęconego ci czasu na poziomie pensji zbieracza much w Singapurze. Wyobraź sobie taką sytuację. Jesteś fanem mojego bloga, rozmawiamy o social media w komentarzach, udostępniasz coś, czasami napiszesz maila, a ja za te 10 godzin rocznie— jakie poświęciłeś  dla mnie, nagle daję ci 5 zł rabatu  — czyli godzinę twojego zaangażowania wyceniam na 50 groszy. Czy czułbyś się z tym komfortowo? Z drugiej strony, jeśli np. miałbym sklep internetowy i przyjechałaby do mnie nowa partia towaru i napisałbym na fanpage’u: „Drodzy Fani! Przyjechało 50 sztuk najnowszego iPhona. Oficjalnie sprzedaż ruszy za tydzień, ale mogę Wam za to, że jesteście ze mną, wysłać już jutro” — czy nie brzmi lepiej?

Wnioski

Ten wpis ma charakter subiektywny. NIE WIEM, czy w tym, co napisałem, mam rację, niemniej powstał na bazie najlepszej mojej wiedzy oraz sumy doświadczeń. Uważam, że dobrze zrobiony fanpage jest świetnym narzędziem do sprzedaży. Z drugiej strony jest to jedno z tych narzędzi, które można najłatwiej zepsuć. Fanpage należy traktować przede wszystkim jako kanał komunikacji i miejsce, gdzie bezduszna firma może stać się nieco bardziej „ludzka”, gdzie można „pogadać z firmą” i przekonać się, że po drugiej stronie, za sklepem internetowym, siedzi zupełnie normalny człowiek. 

.

Mam nadzieję, że powyższy wpis będzie dla ciebie przydatny i (być może) zmieni nieco twoje podejście do tego, w jaki sposób twoja firma powinna istnieć na Facebooku. Pamiętaj proszę, że nie mam monopolu na prawdę i nie wszystko, co napisałem może mieć przełożenie na twój indywidualny przypadek.  Jeśli zachęciłem cię do nauki i lektury kolejnych wpisów na moim blogu, to tym większa dla mnie radość. Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś/aś, zapraszam do lektury poprzednich wpisów. Jeśli chcesz być na bieżąco z kolejnymi wpisami, gdzie krok po kroku będę zdradzał tajemnice reklamy w social media, tworzenia grup docelowych, analizy danych i nie tylko, to polub fanpage bloga na Facebooku (o TUTAJ) lub zapisz się do newslettera (w prawym górnym rogu strony).

.

Staram się w miarę możliwości jasno przekazywać wiedzę, ale zdaję sobie sprawę, że nikt nie jest doskonały. Jeśli coś jest niejasne — po prostu zadaj pytanie w komentarzu. Postaram się na bieżąco odpowiadać.  Jeśli uważasz, że ten wpis jest ciekawy, podziel się nim, korzystając z odpowiedniego przycisku na dole strony! 🙂 Dziękuję. 🙂

2

Komentarz

Skomentuj